Najbliższe spektakle

Opis spektaklu

KSIĄŻKA SKARG I WNIOSKÓW (w ramach Teatru Faktu)

20.11.2026 · 19:00

Muzeum Archeologiczna, Kraków, ul. Senacka 3

O spektaklu ↗

MUMERUS.KONCERT

← Powrót do działu

MUMERUS.KONCERT

 MUMERUS.KONCERT Muzyka to suma ciszy przerywanej dźwiękami – na ogół uporządkowanymi – na kształt układu planet. Cisza wyraża się w przestrzeni.
 MUMERUS.KONCERT
Przestrzeń to teatr – dźwięków, zachowań, relacji międzyludzkich. Przestrzeń ma wartość muzyczną, a muzyka – wartość dramatyczną, czyli teatralną. W takiej przestrzeni każdy najdrobniejszy dźwięk jest aktorem pracującym na zespołowy sukces. I żaden nie może przejść przez ucho bezkarnie.
Na przecięciu gry i obecności (kiedy się akurat nie gra) jest najciekawiej, najbardziej inspirująco. To tutaj wykonawcy mówią do siebie ciszą i milczą dźwiękami. Przywołują lub oddalają niewypowiedzianymi słowami.

Wariacje i improwizacje na temat następujących utworów:
- J. S. Bach, Preludium z 2 Suity wiolonczelowej
- F. Chopin, Preludium e-moll
- L. van Beethoven, Sonata księżycowa
- A. Vivaldi, La Follia
- J. S. Bach, Preludium c-moll z Das Wohltemperierte Klavier
- F. Chopin, Etiuda f-moll
- F. Chopin, Mazurek a-moll
- B. Bartok, Tańce rumuńskie
- Bolero
- E. Grieg, W grocie Króla Gór
- F. Chopin, Walc cis-moll

Wykonawcy: Susanna Jara (skrzypce, wiolonczela, cymbały, lira korbowa, głos), Alicja Margolin (fortepian, pianino kapitańskie, elektryczne instrumenty klawiszowe), Michał Braszak (kontrabas, sampling).
Reżyseria: Wiesław Hołdys

Projekt współfinansowany ze środków Miasta Krakowa oraz Województwa Małopolskiego

CISZA, DŹWIĘK I PIĘKNO

Myślę sobie, że nie powinno się pisać o muzyce, kiedy się człowiek na niej za dobrze nie zna. I chociaż narażę się wyznawcom aktualnych trendów pt. “nie znam się, to się wypowiem” - o muzyce w tym tekście będzie bardzo niewiele. Po prostu trzeba jej słuchać. I słyszeć. Ale co innego jeśli chodzi o teatr. Bo proszę Państwa “Mumerus. Koncert”, to teatr w najczystszej postaci. Taki, o którym imperatyw moralny rozkazuje pisać nawet komuś, kto z własnej woli jest na recenzenckiej banicji.

Po pierwsze - miejsce. Ogród ukryty na tyłach Teatru KTO. Przestrzeń chłonąca niczym gąbka wszelkie szumy, zgrzyty oraz inne dźwiękowe przypływy i odpływy miasta. A jednocześnie oferująca ciszę rozpiętą między koronami starych drzew a stacjami drogi krzyżowej kościoła redemptorystów na krakowskich Krzemionkach.

W takiej przestrzeni każdy najdrobniejszy dźwięk jest aktorem pracującym na zespołowy sukces. I żaden nie może przejść przez ucho bezkarnie.

Po drugie - przestrzeń gry między muzykami. Stoją zwróceni do siebie twarzami, tworząc układ o zarysie trójkąta. Alicja Margolin (pianino kapitańskie i elektryczne organy z lat sześćdziesiątych XX wieku), Susanna Jara (skrzypce, lira korbowa, głos) oraz Michał Braszak (kontrabas, sampling). Rozmieszczenie jak rozmieszczenie, nie ma się nad czym rozwodzić, powie ktoś. Ale decyzja o takim właśnie układzie rzutuje na całą sytuację teatralną. Tak, teatralną, bo punkt ciężkości przesuwa się tu z wykonania swojej części na nieprzerwaną komunikację z partnerem i partnerką. To tu pojawiają się dramatyczne lub komiczne napięcia, którymi żywi się teatr. Dźwięki i ciszę słyszymy selektywnie - raz jakby głębiej, intensywniej, a innym razem mniej. Lub wcale. Ale to wartość, a nie wada. Przerwa w odbieraniu bodźców dźwiękowych, choćby trwała ułamek sekundy, to błogosławieństwo. To czas, żeby ciało wchłonęło wcześniej posłyszane dźwięki.

Jako widzowie możemy obserwować jak trzy odrębne republiki muzyczne - Margolin - Jara - Braszak - nawiązują dialog. Trzy światy, każdy ze swoim własnym instrumentarium. Ze swoim językiem muzycznym, wrażliwością, warsztatem szlifowanym latami. Ale i mnóstwem póz, niekontrolowanych gestów, prywatnych min. W kontekście tradycyjnego koncertu, to być może tylko nieistotne tło. Ale teatr nie przejdzie obojętnie wobec takiej okazji. Bo właśnie na przecięciu gry i obecności (kiedy się akurat nie gra) jest najciekawiej, najbardziej inspirująco. To tutaj wykonawcy mówią do siebie ciszą i milczą dźwiękami. Przywołują lub oddalają niewypowiedzianymi słowami. Gdzie logos śpi, budzi się piękno. Drżę więc przy każdym uderzeniu w klawiaturę mojego laptopa, by tego nie zmącić przemądrzałym czy patetycznym słowem. Nie piszę, żeby zinterpretować to, co dane mi było słyszeć i widzieć upalnego lipcowego wieczoru w ogrodzie przy Zamoyskiego 50. Piszę, żeby nie zapomnieć.

Po trzecie - gra i zabawa. Dzikie wyścigi palców po strunach, klawiszach lub cymbałach, szalone klaskanie, szelmowskie gwizdanie. Wciąganie do wspólnej zabawy najmniej spodziewanych gości - kartki papieru albo żeliwnej skarbonki w kształcie głowy krasnala. Dynamika, za którą trudno nadążyć. Kto nie gra, ten nie żyje. Nie, żeby na zawsze. Na czas jednego utworu. Zasady gry ustalane są na bieżąco. Jak w improwizacjach muzycznych. Nieoczekiwane sojusze. Sprzymierzenia pianinowo- kontrabasowe. Chwilę później zażarte bitwy skrzypcowo-klawiszowe. A nad tym wszystkim od czasu do czasu głos Susanny Jary. Jakby od niechcenia, leniwie, a rozpięty na takiej skali, że zachwyt w uszach się nie mieści. W tych wokalizach można znaleźć prośby, spełnione i niespełnione marzenia, sny, dobre życzenia i przeszywające przekleństwa. Można też porzucić wszelkie interpretacje i pozwolić, żeby dźwięk przepływał przez ciało. Można wreszcie - kiedy widzowie w napięciu czekają na więcej i więcej - zatrzasnąć wieko panina. Ale nie jakoś smętnie, z niepotrzebnym dramatyzmem. Ot, zabawa skończona. Pianistka poszła na naleśniki.

Po czwarte - czekanie. Aż partner trąci strunę kontrabasu i zacznie grę. Aż partnerka skończy grę. Aż wygaśnie jeden dźwięk. Aż rozgada się cisza. Okazuje się też, że czekaniem można całkiem sporo powiedzieć. Czekanie może lekko drgać i miękko roznosić się w przestrzeni jak dźwięk solidnego metalowego dzwonka. Ale może też zgęstnieć aż do napięcia struny kontrabasu. Lub znacznie wyżej - do napięcia struny skrzypiec.

Po piąte - przydałoby się podsumowanie. Ale (naiwnie) wierzę, że pisanie o wszelkiej sztuce to nie wypracowanie, które trzeba odbębnić według ścisłych wytycznych. I nic nie poradzę - galopada skojarzeń prowadzi mnie teraz do tradycyjnego teatru lalek, gdzie jest tak, że jeśli animowana dotąd lalka zostanie upuszczona na ziemię, to umiera. Czy podczas koncertu podobnie jest z instrumentami, na których akurat nikt nie gra? Czy to ich śmierć? Lub chociaż chwila na złapanie oddechu? Nic z tych rzeczy! Instrumenty tyrają wtedy jak nieboskie stworzenia, żeby ze wszystkich sił wygrać ciszę. A piękno jest tu efektem ubocznym.


Agnieszka Dziedzic


MAGICZNY WIECZÓR NA WRZOSOWISKU

W ogrodzie na tyłach Teatru KTO, powstałego w miejscu, w którym znajdowało się zabytkowe kino Wrzos.
Rozciąga się on na skarpie wzgórza Krzemionki i zaopatrzony został w widokowe platformy. Budynki tworzące pierzeję ulicy Zamoyskiego stanowią naturalne ekrany, wyciszające hałasy związane z ruchem panującym w rozciągającym się poniżej Podgórzu.
W tej scenerii Teatr Mumerus zorganizował koncert muzyków na co dzień dostarczających oprawy dźwiękowej do jego spektakli.
Alicja Margolin z upodobaniem sięgająca do instrumentów elektronicznych (teremin), tym razem skorzystała ze wspomaganych elektronicznie klawiszowych. Susanna Jara zagrała na skrzypcach, cymbałach i lirze korbowej, a Michał Błaszak posłużył się kontrabasem i samplerem. Cała trójka włączyła ponadto swoje głosy, pogwizdywanie oraz efekty perkusyjne wydobywane poprzez klaskanie. Za pomocą tych nietypowych środków przedstawiła własne wersje klasycznego repertuaru od Johanna Sebastiana Bacha po Bela Bartóka, z Beethovenem i Chopinem po środku. Tematy z utworów tych kompozytorów w nietypowej dla nich aranżacji posłużyły jako źródło improwizacji. W tym ujęciu la Folia, barokowa forma sonatowa, zgodnie ze swą nazwą zabrzmiała naprawdę szaleńczo. Na mnie jednak największe wrażenie wywarły Tańce rumuńskie Bartóka przywodzące mi na myśl eksperymenty Zygmunta Krauzego z rozstrojonymi pianinami.
Na bis artyści przedstawili swoje ujęcie Bolera Maurice Ravela.
Całość zakończyła efektowna iluminacja, choć tym razem, w przeciwieństwie do popularnych widowisk sprzed lat, dźwięk i światło pojawiły się rozdzielnie.

Lesław Czapliński


Partnerzy

PartnerzyPartnerzy

Partnerzy medialni

Partnerzy medialniPartnerzy medialniPartnerzy medialni

Wsparcia finansowego udzielili

Wsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzielili