Najbliższe spektakle

Opis spektaklu

KSIĄŻKA SKARG I WNIOSKÓW (w ramach Teatru Faktu)

20.11.2026 · 19:00

Muzeum Archeologiczna, Kraków, ul. Senacka 3

O spektaklu ↗

PANOPTICUM WYOBRAŹNI

← Powrót do działu

PANOPTICUM WYOBRAŹNI

 PANOPTICUM WYOBRAŹNIJeśli - tak jak Mumerus - jesteś fanem "Rękopisu znalezionego w Saragossie" przyjdź koniecznie 28 sierpnia o 18 do Willi Decjusza w Krakowie!
 PANOPTICUM WYOBRAŹNI
PANOPTICUM WYOBRAŹNI


Spektakl plenerowy powstały w wyniku polsko - ukraińskich warsztatów teatralnych z udziałem Teatru Mumerus (Kraków), Wiszniańskiego Kolegium Lwowskiej Akademii Rolniczej (Beńkowa Wisznia), Polonistycznego Centrum Naukowo-Informacyjnego im. I. Menioka Uniwersytetu Pedagogicznego im. I. Franki oraz Teatru Alter (Drohobycz). Zrealizowano we współpracy ze Stowarzyszeniem Willa Decjusza w Krakowie.

28 sierpnia, godz. 18:00, Willa Decjusza, Kraków, ul. 28 Lipca 1943 roku 17 A,

W projekcie udział wzieli i w spektaklu wystąpili:
Agnieszka Dziedzic, Andriej Jurkiewicz, Andriej Łobodzinski, Andriej Romanyszyn, Anna Lenczewska, Bohdan Tsebak, Ewa Knap, Glen Cullen, Ihor Stachniw, Iwan Antoniak, Iwanna Mliczko, Jan Mancewicz, Julia Hryńkiw, Jurij Romanyszyn, Kamil Cieślak, Karol Zapała, Karolina Kogut, Katarzyna Stępniak, Krystyna Marusiak, Lilianna Homyszyn, Magdalena Wesołowska, Michajło Kuts, Monika Michno,Natalia Kozak, Natalia Malarczuk, Oleg Mandryk, Oleksander Maksimow, Olena Spanchak, Olga Znak, Ostap Dzondza, Paweł Jurkiewicz, Wiera Romanyszyn, Wołodymyr Khudyk

Scenariusz i reżyseria: Wiesław Hołdys
Opracowanie plastyczne: Katarzyna Fijał
Projekt plakatu: Jan Polewka
Asystent - stażysta: Maria Piątkowska
Współpraca organizacyjna: Maria Śmiłek


Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego


Wiesław Hołdys
OPOWIEŚCI ZE STRYCZKA URWANE


Przygoda z "Panopticum wyobraźni" rozpoczęła się wraz z "Papkinem i innymi". W zeszłym roku, kiedy w Krakowie, a potem Beńkowej Wiszni i Lwowie rozbieraliśmy wspólnie z partnerami z Akademii Rolniczej we Lwowie osobowość Józefa Papkina celem pokazania jej w formie spektaklu plenerowego (co udało się znakomicie) - wtedy nadarzyła się okazja wycieczki do Drohobycza. A jak Drohobycz to wiadomo: Brunon Schulz. I zaskoczenie - po pierwsze twórczość Schulza utrwaliła - przynajmniej w mojej głowie - obraz Drohobycza jako małego, prowincjonalnego miasteczka - a zobaczyłem co najmniej średnie, wielokulturowe miasto z jednym chodnikiem dla biednym, a drugim dla bogatych. I jeszcze ręka, noga, mózg na ścianie (każdy Drohobyczanin wie, o co chodzi - a inny niech się dowie), największa synagoga i tablica w miejscu morderstwa Brunona Schulza przez Janusza Palikowa ufundowana, potem przez zbieracza złomu ukradziona i na kawałki pocięta, następnie odzyskana - i na koniec w izbie pamięci eksponowana. Dodać do tego należy wspaniałych przewodników: Leonida Goldberga, Igora z Teatru Alter i Wierę z Centrum Polonistycznego - dość powiedzieć, iż Drohobycz zafascynował mnie na amen i postanowiłem koniecznie do niego powrócić - choćby w wyobraźni. Okazja nadarzyła się szybko - Willa Decjusza, z której inicjatywy wspólnie realizujemy ukraińskie projekty zaproponowała kontynuację, więc pomyślałem, że przynajmniej część projektu musi mieć coś wspólnego z Drohobyczem, a jak Drohobycz to Schulz, po czym pomyślałem, że może warto wyjść poza ten oczywisty schemat. Żeby było jasne - lektura Brona Schulza to było jedno z najważniejszych doświadczeń w moim życiu jako czytelnika książek, jego grafiki tkwią ciągle pod moimi powiekami i nawet kiedyś popełniłem przedstawienie inspirowane jego twórczością.
Ale jednak trzeba wychodzić poza schematy. Ponieważ Beńkowa Wisznia również zrobiła na mnie i wszystkich polskich uczestnikach projektu wielkie wrażenie - chcieliśmy wrócić do twórczości Fredry, tym razem czytanej przez jego pamiętnika czyli "Trzy po trzy", jak również do - nie wiedzieć czemu - "Małpy w kąpieli". Ale tak jakoś dziwnie ów Fredro - podróżnik przecież - skojarzył mi się z arcypodróżnikiem polskiej literatury (cóż z tego, że pisanej po francusku) - Janem Potockim. Podobnie jak Fredro także szlachcicem, właścicielem dóbr na Ukrainie. Tak więc zdecydowałem się na następną podróż - w towarzystwie widm hrabiego Jana Potockiego, który woził je po całym świecie i opisał w manuskrypcie z Saragossy – aż go dopadły na Ukrainie i w wampira przemieniły, kulkę od cukiernicy poświęcić u księdza poleciły, a na koniec ową kulkę w pistolet nabić i w łeb palnąć kazały. Projekt nazwałem " Panopticum wyobraźni".
Po wielomiesięcznej żebraninie, którą nazywa się teraz pozyskiwaniem grantów udało nam się uzyskać jedynie dotację Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, która pozwoliła nam zrealizowanie tylko polskiej części projektu. Wszystkie inne instytucje, do których się zwróciliśmy nasz projekt odrzuciły. Na szczęście, naszemu partnerowi - Willi Decjusza, także udało się pozyskać pewne środki i mogliśmy zabrać się do pracy.
Napisałem coś na kształt materiałów do prób, gdzie zebrałem różne tematy etiud i rozesłałem je uczestnikom, jako źródło inspiracji licząc na efekt sprzężenia zwrotnego z ich strony. Jak się okazało - rachuby były słuszne i to, co otrzymałem od uczestników projektu przerosło moje oczekiwania..
Zdecydowałem oprzeć się przede wszystkim na "Rękopisie znalezionym w Saragossie" i z niezmierzonego bogactwa tej szkatułkowej opowieści wybrać motyw powracających szubienic i różnych postaci budzących się ze stryczkami na szyi. Druga decyzja dotyczyła przestrzeni - nieco zaniedbany park, z drzewami i kępami krzaków, z których każda mogłaby stać się sceną dla nowej opowieści. Reszta - wybór z przygotowanego materiału i jego wykonanie należało już do uczestników.
Pracowaliśmy w Krakowie w grupie, która liczyła - jeśli chodzi o polską stronę: kilkunastu studentów i młodych ludzi, aktorów, plastyka, a nawet jednego Amerykanina - i, oczywiście, niżej podpisany jako kierownik projektu. Z Ukrainy gościliśmy grupę z Teatru Alter i Centrum Polonistycznego (Drohobycz) i Wiszniańskiego Kolegium Lwowskiej Akademii Rolniczej. Nasi goście znakomicie się do wspólnego projektu przygotowali - każdy z nich miał pomysły na poszczególne sceny. Ponadto podczas trwającej tydzień wspólnej pracy każdy z nich odnalazł miejsce dla siebie - jeśli ktoś chciał grać jako aktor - to grał, jeśli chciał przygotowywać kostiumy - to przygotowywał, a jeśli chciał wzbogacić projekt wykonywaną przez siebie muzyką - to wzbogacał. Wielka to frajda dla kierownika i inspiratora projektu, gdy zaangażowani weń wykonawcy strzelają pomysłami jak z karabinu maszynowego - to pomysłami tylko na temat. A tak było w tym wypadku. Nic nie działo się na siłę - i przez cały tydzień całodziennej wspólnej pracy wszyscy uczestnicy mieli wrażenie, że praca ta sprawia im przyjemność. I to mimo iście hiszpańskiego upału i wściekle krążących wokół nas rojów os i szerszeni.
Akcentem końcowym była prezentacja powstałego w ciągu tygodnia, a trwającego ponad godzinę, przedstawienia granego w plenerze, w parku obok Willi Decjusza. Przyszło ponad 200 osób - czyli tyle ile trzeba, bo gdyby było więcej, to nie byliby w stanie wszystkiego zobaczyć. Duch hrabiego Potockiego otoczył nas życzliwą opieką (co prawda napuścił na jedną z wykonawczyń osę, która użądliła ją dwukrotnie podczas spektaklu - a ta ani drgnęła, tylko jak prawdziwa dama sceny kontynuowała swoją grę) - przeszliśmy wszystkie szubieniczne stacje oberży Venta Quemada, a zakończyliśmy nasze "Panopticum wyobraźni" małpą, co chciała zażyć kąpieli, za co została oskarżona przez Św. Inkwizycję i w polonez niemych widm wplątana.
Jako kierownik projektu nie umiem i nie chcę go oceniać - powiem tylko tyle, że po jego zakończeniu u wszystkich pojawiła się bardzo silna motywacja, aby go kontynuować w Drohobyczu, Beńkowej Wiszni i we Lwowie. Myślę po prostu, że wydarzyło się coś ważnego - także, a może przede wszystkim, w relacjach miedzy ludźmi biorącymi udział w projekcie.
Zrobimy zatem wszystko, aby móc ten projekt kontynuować na Ukrainie; w Drohobyczu, Beńkowej Wiszni i Lwowie. Zaplanowaliśmy już nawet termin - przełom kwietnia i maja 2012. Co prawda - nie mamy jeszcze żadnych finansów, aby zamierzenie nasze zrealizować - ale mamy za to rzecz najcenniejszą: wspaniale przygotowaną i pełną energii grupę. A takich wypadkach - rzecz już sprawdzona - dotacje jakimś zrządzeniem losu zawsze się znajdują.

Tekst ukazał się także po ukraińsku (w przekładzie Leonida Golberga) w Internetowej Gazecie Drohobycza MAJDAN

Partnerzy

PartnerzyPartnerzy

Partnerzy medialni

Partnerzy medialniPartnerzy medialniPartnerzy medialni

Wsparcia finansowego udzielili

Wsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzieliliWsparcia finansowego udzielili