DROGA DO ÓSMEGO KWADRATU
Jeśli umiesz dodawać i dzielić i odkryjesz sposób przechodzenia przez zamknięte drzwi, znajdziesz się w świecie, w którym czas biegnie do tyłu, a ty musisz biec tak szybko, jak tylko potrafisz, aby zostać w tym samym miejscu.

Fot.: Monika Kozłowska

Fot.: Monika Kozłowska

Fot.: Monika Kozłowska

Fot. Aleksandra Wójcik
Jeśli umiesz dodawać i dzielić i odkryjesz sposób przechodzenia przez zamknięte drzwi, znajdziesz się w świecie, w którym czas biegnie do tyłu, a ty musisz biec tak szybko, jak tylko potrafisz, aby zostać w tym samym miejscu.
Rozgrywa się tu jakaś gra, wielka jak świat. Jeśli pozwolą ci do niej dołączyć, możesz zostać pionkiem. A jeśli będziesz stosował się do Reguł Prowadzenia Walki bardzo szybko przesuniesz się na trzecie pole – najlepiej pociągiem – trafisz na piąte (to przeważnie woda). Szóste należy do Humpty Dumpty’ego. Siódme pole jest całe porośnięte lasem, ale jeden z rycerzy wskaże ci drogę. Myślisz, że uda ci się spotkać jednego? Nie uda ci się w żadnym razie, chyba że ruszysz w przeciwnym kierunku...
Ale jak już zostaniesz hetmanem, nauczysz się dawać sobie ze wszystkim radę.
Scenariusz, produkcja i reżyseria:
Wiesław Hołdys
Wspólpraca: Glen Cullen
Aktorzy: Anna Lenczewska, Jan Mancewicz, Karol Piotr Zapała , Robert Żurek
Muzycy: Gertruda Szymańska i Michał Braszak (kompozycje)
Kostiumy: Elżbieta Rokita
Przedmioty: Magdalena Siejko
Technika: Tadeusz Przybylski
Współpraca organizacyjna: Maria Śmiłek
W spektaklu wykorzystano motywy "Through the Looking-Glass" Lewisa Carrolla oraz fragment "Modest Proposal" Jonathana Swifta
Partnerzy: Azoty Tarnów, Stowarzyszenie Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN Kraków, Teatr Zależny Politechniki Krakowskiej
Spektakl powstał przy udziale finansowym Województwa Małopolskiego
Premiera: 28 listopada 2010
Zdjęcia Ilji van de Paverta - kliknij tu
Zdjęcia Moniki Kozłowskiej- kliknij tu
Zdjęcia Aleksandry Wójcik - kliknij tu
Klip wideo ze spektaklu - kliknij tu
Reportaż o spektaklu - kliknij tu
„Rozgrywa się tu jakaś gra, wielka jak świat. Jeśli pozwolą ci się do niej dołączyć, możesz zostać pionkiem..." - tak na swój nowy spektakl zaprasza Wiesław Hołdys, założyciel i reżyser teatru Mumerus. To jedna z moich ulubionych scen w Krakowie - raczej na uboczu, czy raczej w podziemiu, zawsze w orbicie nieco porzuconych przez polski teatr tekstów - od literatury sowizdrzalskiej po klasykę angielskiego absurdu. Hołdys tym razem sięgnął po drugą ze słynnych powieści Lewisa Carrolla - „Through the Looking-Glass” (Alicja po drugiej stronie lustra). Z tym, że w „Drodze do ósmego kwadratu” zamiast Alicji pojawia się Jan (pełen wdzięku, dyskretnie zdystansowany Jan Mancewicz).
Jak pisze Maciej Słomczyński w przedmowie do swojego tłumaczenia tej książki: „Jest to zapewne jedyny wypadek w dziejach piśmiennictwa, gdzie jeden tekst zawiera dwie zupełnie różne książki: jedną dla dzieci i drugą dla bardzo dorosłych". Bez cienia wątpliwości Hołdys wybiera książkę dla dorosłych, wrzucając swojego bohatera w przestrzeń (czy na planszę) dziwacznej partii szachów. O co jest ta gra? Oczywiście o życie. A jej reguły? Nieodgadnione. Może to reguły snu, psychodelicznej zabawy, opiumowego rojenia (zarzucano je także autorowi książki). Dżem? Oczywiście, tak. Ale tylko wczoraj lub jutro. Nigdy dziś. Jan usiłuje pojąć reguły tej osobliwej gry, ale otaczające go szachowe figury zadania nie ułatwiają. Pojawia się za to przepis na potrawkę z niemowlęcia, wymiana uprzejmości z puddingiem i zalecenia, jak trzymać maczugę (z czułością). Czy Jan wygra swoją partię, zostanie Królową, dojdzie do „ósmego kwadratu"? Jeszcze jeden cytat z książki: „Nie uda ci się to w żadnym razie, chyba, że ruszysz w przeciwnym kierunku"... Polecam Państwu drogę do Mumerusa: Teatr Zależny Politechniki Krakowskiej, Kanonicza l. Wszak (to z pierwszej części arcypowieści Carolla) „wszyscy jesteśmy obłąkani".
Justyna Nowicka
„Dobra forma teatru formy” (fragment)
Miesięcznik Społeczno-Kulturalny KRAKÓW, nr 2(76), luty 2011
Czy śniłeś kiedyś, że jesteś malutkim pionkiem na wielkiej szachownicy? Przed tobą niezliczone możliwości do wykorzystania, setki strategii i mnogość ruchów, które możesz wykonać, zmierzając na drugą stronę pola gry. Uważaj jednak, skutki twoich posunięć są nieodwracalne. Jeśli raz puścisz machinę w ruch - już jej nie zatrzymasz.
Wiesław Hołdys, reżyser o wyobraźni niepospolitej i fascynującej, tym razem postanowił zabrać widzów w magiczny świat snu, którego przestrzeń wyznaczają czarno-białe kwadraty. Przewodnikiem, wręcz protagonistą szachowego chóru, a zarazem intruzem w uporządkowanym świecie pionków jest Alicja. Jan. Alicja. Tak, ta (ten) z Krainy Czarów. Tu: pod postacią eleganckiego czterdziestolatka z parasolką w ręku oraz czerwoną chusteczką w butonierce. Chciałoby się powiedzieć: "Good Morning, sir John".
Treść, jeśli silić się na jej przybliżenie, zarysowana jest tak: Alicja, wdarłszy się do szachowego świata, walczy o zdobycie pozycji Królowej. Kto zwycięży w tej walce? Rzecz to o tyle nieistotna, że "Droga do ósmego kwadratu" nie jest przedstawieniem akcji, w nosie ma fabułę, wyznając miłość poetyce obrazu i zmyślnego konceptu. Reżyser po raz kolejny podzielił się z widzami niezwykłą wyobraźnią plastyczną. Na scenie figlarnie pogrywają za sobą czerń i biel, a między nimi, niczym uciekający królik, przebłyskuje czerwień. Niepojęte, ile można wygrać przy pomocy dźwięków i najdziwniejszych sprzętów: w jednym z "obrazów" onomatopeje i parasolki tworzą nie co innego jak szalony pociąg. Wrogi Pionek kryje się przed czujnym okiem widza w głębokim kapeluszu przeciwdeszczowca. To wojna podjazdowa! Postaci uzbrojone są po zęby, atakują przy użyciu złowieszczych marakasów, chroniąc ciała w kolczugach uplecionych... z łyżek. W każdej chwili gotowe są na bezkrwawy (!) bój z wrogiem przebiegłym i zaciekłym, zamaskowanym sprytnie pod imieniem Nikt. A jeśli już nie da się skrzyżować niewidzialnych mieczy, to bohaterowie chętnie wykonają finezyjny układ choreograficzny, przenosząc spór w bardziej wyrafinowane rejony percepcji.
Wracając do pytania postawionego w pierwszym zdaniu tego tekstu: projektowałeś w onirycznych marzeniach, że jesteś malutkim pionkiem? Tak czy inaczej - kto szachownicy dotąd nie śnił - po wizycie w Teatrze Mumerus - śnił ją będzie. W najgorszym razie: opanuje go niepohamowana ochota na zostanie wytrawnym mistrzem gry i odtąd partyjki szachowe odbywał będzie. Szach-mat - jak amen w pacierzu!
Katarzyna Borys
Internetowy Magazyn Teatralny Teatralia
Parę tygodni temu, gdy szperałam na półkach w księgarni, trafiła w moje ręce książka, która mnie zachwyciła. Mieszkali w niej, szwedzcy bracia: Fińczyk, Tuńczyk i Sardyńczyk, żelazny syn Mewy – Ptakowiec, a przez wszystkie stronice ciągnęła się Dolina Przeciągów. Parę godzin temu, w przerwie inauguracyjnego spaceru świeżo ośnieżonymi Plantami, zobaczyłam mężczyznę, sporo wyższego ode mnie, ubranego w elegancki garnitur, z czerwoną chusteczką w butonierce. Wydawało mi się, że mrugnął porozumiewawczo, ale możliwe, że zmylił mnie refleks w jego okularach. Odwrócił się bez słowa i zniknął w dziurze piwnicy jednego z budynków.
Idąc za nim, znalazłam się w miejscu, gdzie konie noszą specjalne kolczatki na pęcinach, by uchronić się przed ugryzieniami rekinów. Gdzie na kulbakach trzyma się przytroczone ule, ponieważ pszczoły odstraszają myszy. Gdzie maczugi trzyma się z czułością, z jaką matki trzymają śpiące niemowlęta.
Do świata Jana, głównego anty-przewodnika tej opowieści, zaprowadził jeden, niepozorny rekwizyt. Ni to pionek, ni to grzechotka… Zespół Mumerusa uczy nowego patrzenia na przedmioty. Każdy jest nową możliwością. Uczy patrzeć i słuchać. Wsłuchiwać się w odpowiednio nakreślone powiązania. Przechodzić pomiędzy wypowiadanymi słowami i uważać, by nie trącić przyczepionych do nich dzwoneczków. Ten, kto ma być Panem Słów, kto bierze słowa pod opiekę, musi być odpowiedzialny. Słowa nie można wziąć, a potem wyrzucić przed wakacjami. Nie wszystkie słowa są dobre dla każdego. Ale np. takie czasowniki… idealne, jako słowa „rodzinne”.
Trzeba wnikliwie przysłuchiwać się temu abstrakcyjnemu tętentowi słów i dać mu się ponieść. Uwierzyć aktorom, czujnie śledzić każdy markowany przez nich ruch, czytać słowa pisane w powietrzu, omijać przedmioty, które zaznaczają w przestrzeni gestem i dźwiękiem. I pozostać czujnym, nie dać się zbyt łatwo zachwycić; bo naramienniki zbroi finezyjnie zrobione z łyżeczek i od razu chcemy takie same. Te łyżeczki jeszcze będą potrzebne… to nie koniec zabawy.
W Mumerusie każdy chwyt jest dozwolony, jeżeli tylko artysta jest w stanie obronić się przy jego pomocy. Gra Jana to nie tylko wejście na planszę. Stawia pierwszy krok, ale nie uruchamia to żadnej maszyny ssąco-tłoczącej, która wciągając go w swoje tryby, odebrałaby mu świadomość i odpowiedzialność za własne czyny. Jan doskonale o tym pamięta. Gra zależna jest od ślepego losu, ale przecież do końca można próbować z nim wygrać. Widownia zahipnotyzowana śledzi wymianę kolejnych uderzeń, które w locie zmieniają swój kształt. Wypowiadamy: „D3”, chcąc zatopić czteromasztowiec, a okazuje się, że nasz przeciwnik ma dwie pary waletów. Nim zdążymy zmienić taktykę obrony okazuje się, że już po Makale.
Wędrówkę Jana wyznaczają pola szachownicy, tak, jak w obowiązującej wszystkich tego wieczoru historii. Trzeba dojść do ósmego kwadratu, by zostać Królową. Poprowadzić zwycięsko wszystkie kampanie na gry w łapki. Zerwać z przeciwników zbroje z łyżeczek. Wszystkie wskazówki i mapy wynotować w powietrzu stępionym ołówkiem, który szarpie świszczące powietrze. Jan potrafi zobaczyć Nikogo z odległości załamującej się na granicy ludzkiego wzroku. Cały czas wydaje się jednak trochę zbyt racjonalny, by wygodnie siedzieć w pociągu z parasoli. Należy do tej podróży, ale jedzie ślepym torem, bocznymi drogami czasu. Szybko jednak pojmuje, że w tym świecie trzeba biec jak najszybciej się da, by utrzymać się w miejscu, by taśma transmisyjna nie wciągnęła nas w swój mechanizm… no tak… no ale, kto stoi w miejscu ten… Jan już stąpa po właściwych polach, wykonuje właściwe ruchy, ale wciąż nie pojmuje, że tutaj zawsze dżem jest wczoraj, dżem jest jutro, ale nigdy nie dziś. Trochę nie potrafi się odnaleźć w sytuacji, gdy okazuje się, że w czyimś śnie, nie jest nikim specjalnym. Imię człowieka dookreśla jego kształt, ale to jeszcze niczego nie przesądza. Wszyscy ludzie są do siebie podobni. Zwłaszcza, gdy stłoczoną w ciemności zbiorowość ogarnia jeden, wspólny śmiech. Śmiech abstrakcyjny, wyzwolony przez mężczyznę w eleganckim garniturze.
Olga Śmiechowicz
Internetowy Magazyn Teatralny TEATRALIA
http://www.teatralia.com.pl.
Nie po raz pierwszy Wiesław Hołdys sięgnął do absurdalnej powieść Lewisa Carroll'a - tym razem jednak, poświęcił Alicji cały spektakl. Na motywach powieści "Through the Looking-Glass, and What Alice Found There" Teatr zależny Politechniki Krakowskiej, skonstruował spektakl czarno-biały, niedorzeczny i wciągający
Kluczem do surrealistycznego świata staje się szachowa figura, czy może grzechotka... z resztą to nieistotne, w świecie tej małej piwniczki, to nie kształt i forma przedmiotu decydują o jego funkcji, w myśl zasady: "Będę potrząsać Tobą tak długo, aż zamienisz się w grzechotkę".
Alicja ma ponad metr dziewięćdziesiąt i to nie za sprawą zawartości buteleczki z napisem "Drink me!" - gra ją Jan Mancewicz. Fakt, że Jan jest dorosłym mężczyzną, nie pomaga mu w zrozumieniu rzeczywistości, w której się znalazł. Powściągliwy, trochę zagubiony, pozwala się wciągnąć w absurdalną szachową partię. Celem jest ósmy kwadrat - miejsce, w którym najsłabsza szachowa bierka, może przemienić się w dowolną figurę. Przestrzeń tej dziwacznej rozgrywki stanowi szachownica, jednak jej reguły to przedziwna mieszanka zasad gier planszowych, karcianych, a także rymowanek i zabaw słownych.
„Pierwsza godzina niedźwiedź śpi
Druga godzina niedźwiedź chrapie
Trzecia godzina niedźwiedź łapie!”
Dziecko znudzone konwencjonalnymi zabawkami, myszkuje po kuchennym królestwie w poszukiwaniu inspiracji do zabawy. Podejście do przedmiotu jakie prezentuje Teatr Mumerus przypomina ten okres z życia człowieka, gdy cała otaczająca go materia była żywa. Można byłą ją określić, oswoić i nazwać. Wiesław Hołdys podaje surowiznę, z której widz musi przyrządzić coś dla siebie, wedle możliwości własnej wyobraźni. Pociąg zrobiony z parasoli? Szachownica z chusteczek? Naramienniki z łyżeczek? - Proszę bardzo!
Jan- pionek – pozwala się prowadzić za rękę tajemniczym postaciom. Wraz z białą królową biegnie co sił w nogach, by pozostać w tym samym miejscu. Wdaje się w dyskusje z bliźniakami Tweedledum'em i Tweedledee'mem, a na polu D6 spotyka bohatera rymowanki – jajko zwane Humpty Dumpty.
Godzinna partia, podczas której Jan dąży do zostania Hetmanem według reguł, których i tak nikt nie przestrzega, rozgrywa się przy minimalnej ilości środków. Kolorystyka spektaklu ogranicza się do barw szachownicy, jedynie chusteczka tkwiąca w butonierce Jana- Alicji, naznacza go jako przybysza z zewnątrz. Atmosferę zagłębiania się w zakamarkach dziwacznego snu, potęguje sama przestrzeń sceniczna – klaustrofobiczna piwniczka. Dzięki miękkiej ciemności, z której raz po raz wydobywają się jasne szczegóły i dźwięki instrumentów, można poczuć się jak we wnętrzu czyjejś głowy.
Mumerus przypomina, że dorosłość nie gwarantuje zrozumienia istoty rzeczy i nie ratuje przed absurdem, a w psychodeliczną rozgrywkę wpaść może każdy - nie daje pewności jednak, że każdemu dane będzie osiągnąć ósmy kwadrat.
Adrianna Markowicz
Dziennik Teatralny
Podróż do wnętrza siebie, czyli wariacje bezurodzinowe
No i jak ja mam się do tego zabrać? Jak znam „Alicję” (i Teatr Mumerus), powinnam najpierw coś wypić, potem coś zjeść, a potem zrobić jeszcze COŚ. Pytanie tylko, „CO”? Oj tak, skostniały do koniuszków wąsów Król miał rację: nie jest łatwo pisać, kiedy ma się za gruby ołówek, który
w dodatku zapisuje (sam!) słowa i rzeczy, które w normalnych warunkach nigdy nie przyszłyby mi do głowy… Tak, rzeczy zwracają się przeciw nam. Przyznam, że to nieco deprymujące, bo „kiedy JA używam jakiegoś słowa SAMA decyduję, co ono będzie znaczyć, i dokładnie to znaczy” (s. 284),
a tak muszę zdać się na łaskę lub niełaskę RZECZownika. (Wszystkie cytaty podaję za L. Carroll, Alicja w Krainie Czarów. Po drugiej stronie lustra, tłum. B. Kaniowska, Poznań 2010).
/Ściąć jej głowę!/
Scena jest taka: Bajkowa Kraina, w której rozgrywa się GRA wielka jak świat, a każdy z nas jest Pionkiem i bierze udział w tej GRZE! Wszyscy jesteśmy jednakowo szaleni. ONI, JA i TY.
/Zwłaszcza Ty!/
Albo taka: Zdecydowanym krokiem do świata idącego na wspak, zamiast przemądrzałej, kilkuletniej dziewczynki, wprowadza nas nie wstydzący się swojego wieku, trzydziestodziewięcioletni Jan. Co prawda „na mądrego to on nie wygląda, ale twarz ma taką, jakby trochę jednak myślał” (s. 208), nie jest więc tak źle, jakby początkowo mogło się nam to wydawać. Jan nie widzi białych myszy ani różowych słoni. Jest realistą i (jak na człowiek poważnego przystało) nie ma czasu na marzenia. Poza jednym – chciałby zostać Hetmanem.
/Królową!/
Zwierzę, jarzyna czy minerał?
„Bądź tym, na kogo wyglądasz” – radziła Księżna Alicji, to znaczy Janowi, dobrze – niech będzie (dla potrzeb poniższego cytatu) Janinie. „Nigdy nie wyobrażaj sobie, że jesteś kimś innym, niż myślą, że jesteś albo możesz być, jeżeli nie chcesz, żebyś okazała się kimś innym niż ta, o której inni myślą, że jesteś albo możesz być” (s. 126). Kiedy po raz pierwszy przeczytałam ten MORAŁ zaśmiewałam się
z niego do łez. Jednak, gdy po chwili żywego i radosnego śmiechu przyszła refleksja na temat świadomej i podświadomej percepcji otaczających nas osób i zdarzeń oraz czynników, które celowo lub mimowolnie wpływają na nasze postrzeganie świata, nie było mi już tak wesoło. Wszyscy wiemy, jak ważne jest poczucie własnej tożsamości i czym może grozić jego zatracenie lub zniekształcenie (głośny ostatnio przypadek Niny z „Czarnego Łabędzia”). Pytanie o samoświadomość bohatera jest więc dla mnie jednym z zagadnień kluczowych. Jan doskonale wie, że On to On, że tkwi w bocznych odnogach czasu i że chciałby wziąć udział w grze, by w jej finale zostać Hetmanem.
(Nim-Nią!?)
Ledwo jednak werbalizuje swoje zamierzenie, wpada w wir dziwnych zdarzeń, które wciągają go
w krąg Ludzi czy też szerzej Istot nienormalnych, przy czym „normalność nie jest równoznaczna ze zdrowiem psychicznym, a nienormalność z chorobą”. (A. Kępiński, Podstawowe zagadnienia współczesnej psychiatrii, Kraków 2003, s. 11). Im głębiej brniemy w absurd, tym większym ulega Jan przemianom, a ściślej jego poczucie takożsamości (nie jestem taki sam jak byłem przedtem), bo poczucie tożsamości (nadal jestem sobą) pozostaje na szczęście niezmienne. Dzieje się tak po części w wyniku pasma nieudanych prób włączania Jana do GRY, a po części ze względu na jego bardzo silną osobowość, pozostającą w bezsprzecznie zdecydowanej opozycji charakterologicznej do innych występujących w sztuce postaci.
(bx = 0)
Zabawa „na niby”
Podobno śmiałe idee są jak pionki w szachach: mogą być zbite, ale rozpoczynają zwycięską partię. Jeśli tak, to podróżujący po 64 polach szachownicy Pionek Jan nie tylko rozpoczyna zwycięskie rozdanie, ale też brawurowo je wygrywa, omijając po drodze licznie zastawione nań pułapki, przewidując iście Golumowe fortele i racjonalizując Sfinksowe niekiedy zagadki. Tym samym kreowany przez Jana model „centralnego outsidera” udowadnia wszystkim dookoła, że zawsze istnieje jakieś właściwe, czyli logiczne rozwiązanie – trzeba je tylko w porę dostrzec na swej drodze! – oraz że jednostka może mieć bezpośredni, jeśli nie decydujący, wpływ na bieg historii.
(Wchodzę!)
„Pierwsza godzina niedźwiedź śpi / Druga godzina niedźwiedź chrapie / Trzecia godzina niedźwiedź łapie” – myli się ten, kto twierdzi, że zabawa jest wyłącznie rozrywką. Z a b a w ę za Wielkim słownikiem języka polskiego (Warszawa 2006) rozumiem jako «czynności służące przyjemnemu spędzaniu czasu; bawienie się; grę; rozrywkę». W aspekcie „zabawowym” jest to pojęcie szersze od g r y, definiowanej jako «zabawa towarzyska prowadzona według pewnych zasad» czy też «walka według określonych reguł, rozgrywka». Nie bez znaczenia pozostają tu jednak inne znaczenia g r y, tzn. «postępowanie, działanie zmierzające do osiągnięcia nad kimś przewagi» oraz «stwarzanie pozorów dla ukrycia prawdy; udawanie».
Zabawa to spiritus movens naszego samorozwoju oraz praprzyczyna wszel(a)kiego postępu. Umiejętnie przeprowadzona, niezależnie od swojego charakteru, pozwala nam lepiej poznać samych siebie, gdyż sprzyja rozwojowi myślenia. Dzięki niej możemy pokonać głęboko zakorzenione wzorce zachowań, wzbogacić osobowość, a także rozwinąć niezbędną do przeżycia orientację w świecie realnym. Zabawa uczy podstaw kierowania i planowania, a dodatkowo kształtuje sferę emocjonalną ludzkiego istnienia, dzięki czemu stanowi jedną z najlepszych i najskuteczniejszych technik psychoterapeutycznych. Jak bawią się poprzez grę Figury GRY? Czy one w ogóle grają, czy może ze sobą rywalizują?
(Zatopiony!)
Ruchowe, tematyczne, czy dydaktyczne gry i zabawy podejmowane przez poszczególne Figury
z założenia wykluczają Jana jako ich uczestnika. Owszem, proponuje mu się udział w niektórych posunięciach, ale zauważmy, jak skąpo są mu dawkowane informacje niezbędne do wykonania przezeń konsekutywnego ruchu. Jeśli wnikliwie przyjrzymy się kolejno następującym po sobie sytuacjom, bez trudu dostrzeżemy fakt, iż Figury grają same ze sobą, pozwalając Janowi zaledwie na podglądanie toczących się wydarzeń.
(Szach!)
Figury na polach szachownicy niejednokrotnie funkcjonują s a m o t n i e nawet w obecności innych postaci. W dodatku podczas GRY używają oddzielnych, tylko i wyłącznie swoich narzędzi np. grzechotki. Czasami decydują się na GRĘ r ó w n o l e g l ą, występują wówczas obok Jana, ale nie
z nim – w przejeżdżającym pomiędzy polami pociągu stoją obok siebie, ale jadą w innym kierunku.
Niekiedy, z tylko im wiadomych powodów, proponują Janowi GRĘ w s p ó l n ą, nawet dzielą się
z nim uwagami. Brak tu jednak współdziałania, jak chociażby podczas rozmowy prowadzonej przez Jana z Czarnym Królem. Pomimo jasno określonych i przydzielonych funkcji oraz wyznaczonych Figur „kierujących” – Czarna i Biała Królowa – GRY z e s p o ł o w e j także nie można zaliczyć do udanej. Powodem jest najzwyczajniej brak zespołu, każda z Figur próbuje ugrać coś dla siebie, poza tym Jan się buntuje – chce zjeść mówiący „słodkim, gęstym i tłustym głosem” (s. 350) Pudding „SWEED&DELICIOUS”! GRY d y d a k t y c z n e, rozgrywane na polu Humpty Dumpty’ego, niefortunnie kończą się intelektualnym fiaskiem, gdyż każdorazowo GRACZE swoim zachowaniem zdradzają, że „żadnych nie mają reguł, a jeśli nawet mają, to i tak ich nie przestrzegają” (s. 117). Wygląda więc na to, że jedyne zagranie, które jako tako udaje się to w e j ś c i e w r o l ę. Pobudzony do działania przez obie Królowe Jan, zaskakująco dobrze rozwija w sobie podczas GRY zarówno zdolności naśladownicze, jak i umiejętność kojarzenia faktów. Powstaje jednak pytanie: na ile jest to pozytywny „skutek życia w odwrotną stronę” (s. 261), a na ile efekt dobrze zorganizowanej zabawy?
(Impas!)
Teatr histeryczny
Jeżeli światem rządzą SŁOWA niejasne i bezużyteczne w wyniku nadwyżki znaczeniowej – można popaść w histerię. Dlatego nikogo nie dziwi pojawiający się poczet interesujących histerycznych osobowości zamieszkujących Krainę GRY. Histerykiem jest tutaj każdy, poza obecnym „gościnnie” na szachownicy Janem, który swoim zachowaniem przypomina atletycznej postury schizotymika, oglądającego otaczającą go rzeczywistość jakby zza szklanej szyby. (A. Kępiński, Poznanie chorego, Kraków 2002, s. 158).
(Kuku!)
Starając się zwrócić na siebie uwagę, Figury cały czas robią wszystko na pokaz: mówią zbyt głośno lub zbyt cicho (Anglosaski Goniec, Czarny Król), rozmawiają i śmieją się zbyt hałaśliwie (Humpty Dumpty), krzyczą i płaczą zbyt demonstracyjnie (Czarna i Biała Królowa), przesadzają niemal we wszystkim (Biały Jeździec, Tweedledee i Tweedledum), w wyniku czego podejmowane przez nich działania stają się bardziej aktorskie niż autentyczne. (A. Kępiński, Psychopatie, Kraków 2002, s. 57).Jak na cierpiących na histerię przystało, występujące
w GRZE Figury charakteryzuje intrygująca impulsywność. Byle drobiazg wywołuje w nich gwałtowną reakcję emocjonalną: nagły zachwyt raptowne przechodzi w obrzydzenie, szloch
w euforię, a agresja w opanowanie. Niby kameleony nieustannie zmieniają swoje oblicza
(a z czasem i pozy), aby za wszelką cenę utrzymać się na powierzchni i w żadnym wypadku nie dać się pokonać, nawet Nobodyemu. Nie bądźmy więc zdumieni, gdy zaobserwujemy, że „pod maską szorstkości czy wyniosłości kryje się lęk przed ludźmi i nieśmiałość, pod maską przesadnej pokory
i uległości – tajona agresję, pod maską oziębłości – silne uczucia” (A. Kępiński, Poznanie chorego, Kraków 2002, s. 101).
U histeryków taki stan to norma.
(Martwy stół!)
Zapewne dlatego odkrywany przez Jana nieznany mu dotąd świat z jednej strony budzi jego fascynację (tym bardziej, że nie ma on do niego pełnego dostępu), z drugiej natomiast ogarniający go zewsząd wewnętrzny bałagan Figur, ich nieprzerwana, wielokierunkowa nieufność, niespełnione marzenia, przesadna manifestacja uczuć oraz ustawiczny rozstrój nerwowy determinują go do szybkiego osiągnięcia zamierzonego celu podróży – zostania Hetmanem. Jan w samą porę odgradza się od toksycznego otoczenia i chroni za swoją schizotymiczną oschłością uczuciową. Dzięki temu sprawnie zdobywa symbol władzy i nakazuje podać Pudding, czym definitywnie kończy zwycięską partię.
(Mat!)
No tak, nie dość, że mój ołówek jest za gruby, to jeszcze się zbuntował i stępił paskudnie, przez co gryzmolę gorzej, niż gdy byłam w pierwszej klasie szkoły podstawowej, a taki stan rzeczy skutecznie uniemożliwia mi dalsze niby-dywagacje na temat narzucony mi przez niesforny pisak... Cóż począć? „N o w y c i e n k i o ł ó w e k” – należy zapisać pod numerem „1” na liście najbliższych zakupów,
a następnie podkreślić t o dwa razy, aby na wszelki wypadek nie zapomnieć. Wstyd się przyznać, ale od dziecka cierpię na najgorszy rodzaj pamięci, tzn. pamiętam tylko to, co się wydarzyło
w przeszłości. O, jakże bym chciała posiadać pamięć Czarnej Królowej, działającą w obie strony, nawet gdyby miało mi się od tego na początku kręcić w głowie. Kto powiedział, że nie można wierzyć w rzeczy niemożliwe? Ja wierzę! „Z drugiej strony, gdyby nawet było tak, jak mogłoby być, to by tak było, ale ponieważ tak nie jest, to jest inaczej. To logiczne.” (s. 240)
Lucyna Bielatowicz
25 września w Teatrze Zależnym Politechniki Krakowskiej „Teatr Mumerus” zainaugurował nadchodzący sezon teatralny, sztuką Droga do ósmego kwadratu. Wiesław Hołdys, posłużył się moralnie niepokojącą powieścią Lewisa Carroll’a „Through the Looking-Glass, and What Alice Found There”.
Tu Alicja okazuje się być dorosłym mężczyzną zagubionym w świecie absurdalnej szachownicy, który za cel gry obiera sobie ósmy kwadrat, gdzie jako pionek mógłby stać się wybraną przez siebie figurą. Istnienie jest więc grą, partią szachów, poruszaniem się po szachownicy, która jednocześnie jak fala nas unosi, a której nie można osądzić, ani zrozumieć. Wszystko, co możemy, to dać się jej ponieść. Człowiek więc stoi na wielkiej szachownicy i gra według swej intuicji. Przeczuwa bezużyteczność dokonywanych przez siebie procesów w absolutnie abstrakcyjnym świecie, duszącym go bezwzględnym, wszechobecnym niezrozumieniem. W sercu własnego istnienia odnajduje absurd i choć chciałby go pomniejszyć, ten okazuje się kluczem do każdej napoczętej minuty działania. Jak bohaterowie powieści J. P. Sartre’a -bojąc się odpowiedzialności za nieoczekiwane skutki własnych decyzji, wmawia sobie istnienie jakiegoś ogólnie i obiektywnie istniejącego kodeksu zasad, które decydują i regulują jego postępowanie, jego grę. Każde takie samooszukiwanie się jest czymś absolutnie sprzecznym wewnętrznie, ponieważ człowiek nie może okłamać siebie, gdyż kłamiąc, zna prawdę, którą pragnie przed sobą ukryć.
Partia jak przedstawienie trwa godzinę. Alicja – Jan krąży wśród czarno-białych postaci, które jakby utknęły w klaustrofobicznym śnie umysłu, w ciasnym teatrze życia…
Joanna Roś
Miesięcznik MANKO
Droga do ósmego kwadratu” spektakl w sądeckiej Małej Galerii
Mała Galeria na sądeckich plantach zamieniła się w teatr nie z tej ziemi. Wszystko za sprawą krakowskiego Teatru Mumerus, który po raz pierwszy poza rodzinnym miastem wystawił spektakl „Droga do ósmego kwadratu”. Wczoraj (22 września) zgromadzona publiczność miała szanse obejrzenia tego oryginalnego przedstawienia.
Inspiracją dla spektaklu była powieść Lewis Carroll „Po drugiej stronie lustra”, szerszej publiczności znana jako druga część „Alicji w Krainie Czarów”. Scenarzystą, producentem i reżyserem tego przedsięwzięcia jest Wiesław Hołdys, przy współpracy z Glenem Cullenem. Na scenie wystąpiła czwórka aktorów : Anna Lenczewska, Jan Mancewicz, Karol Piotr Zapała , Robert Żurek. Za muzykę odpowiadała Gertruda Szymańska i Michał Braszak. -Zastosowaliśmy taki zabieg jakby wyrwania z tej powieści wszystkiego co dotyczy Alicji, nas to kompletnie nie interesuje. Nas interesował inny motyw. O ile pierwsza część „Alicji w Krainie Czarów” jest zawarta w schemacie gry w karty , ta jest oparta o grę w szachy. Nas zafascynował motyw drogi pionka szachowego, przechodzenia z pola na pole- powiedział Wiesław Hołdys przed spektaklem. Zgromadzona publiczność nie mogła wcześniej zająć sobie miejsc na widowni. Dopiero punktualnie o godzinie 19 miłośnicy teatru weszli na salę. Wszystkie miejsca, co do ostatniego były zajęte.
Reżyser podpowiadał gdzie najlepiej usiąść. I szczęśliwcy siedzieli kilkanaście centymetrów od sceny na której grali aktorzy. Zamiast Alicji w spektaklu grał czterdziestoletni Jan. I co było zaskoczeniem dla widowni, nie wszedł on zza kulis na scenę. Najpierw spacerował między publicznością aby następnie pojawić się przed nimi na scenie - Trudno scharakteryzować głównego bohatera, jest to typ postaci, który jest odbiciem każdego. Jest to postać, która jest pośrednikiem miedzy odbiorcą a światem przedstawionym. Takie przedstawienie jak to nie jest przedstawienie, które prowadzi widza za rękę. Naszym założeniem jest oddziaływanie na widza wszystko zależy od specyficznego odbioru- dodał Hołdys. Widownia z zapartym tchem oglądała spektakl, wszyscy poddali się nietypowej wręcz oryginalnej atmosferze która wytworzyła się w Małej Galerii. Niewielka scena i kameralna sala przyczyniły się do stworzenia niezwykłej więzi miedzy odbiorcami a aktorami. Na twarzach zwłaszcza tych młodych widzów widać było zaciekawienie, zdziwienie, fascynację, czasami niedowierzanie.
MG
SĄDECZANIN. Sądecki Magazyn Informacyjny
25 września w Teatrze Zależnym Politechniki Krakowskiej „Teatr Mumerus” zainaugurował nadchodzący sezon teatralny, sztuką Droga do ósmego kwadratu. Wiesław Hołdys, posłużył się moralnie niepokojącą powieścią Lewisa Carroll’a „Through the Looking-Glass, and What Alice Found There”.
Tu Alicja okazuje się być dorosłym mężczyzną zagubionym w świecie absurdalnej szachownicy, który za cel gry obiera sobie ósmy kwadrat, gdzie jako pionek mógłby stać się wybraną przez siebie figurą. Istnienie jest więc grą, partią szachów, poruszaniem się po szachownicy, która jednocześnie jak fala nas unosi, a której nie można osądzić, ani zrozumieć. Wszystko, co możemy, to dać się jej ponieść. Człowiek więc stoi na wielkiej szachownicy i gra według swej intuicji. Przeczuwa bezużyteczność dokonywanych przez siebie procesów w absolutnie abstrakcyjnym świecie, duszącym go bezwzględnym, wszechobecnym niezrozumieniem. W sercu własnego istnienia odnajduje absurd i choć chciałby go pomniejszyć, ten okazuje się kluczem do każdej napoczętej minuty działania. Jak bohaterowie powieści J. P. Sartre’a -bojąc się odpowiedzialności za nieoczekiwane skutki własnych decyzji, wmawia sobie istnienie jakiegoś ogólnie i obiektywnie istniejącego kodeksu zasad, które decydują i regulują jego postępowanie, jego grę. Każde takie samooszukiwanie się jest czymś absolutnie sprzecznym wewnętrznie, ponieważ człowiek nie może okłamać siebie, gdyż kłamiąc, zna prawdę, którą pragnie przed sobą ukryć.
Partia jak przedstawienie trwa godzinę. Alicja – Jan krąży wśród czarno-białych postaci, które jakby utknęły w klaustrofobicznym śnie umysłu, w ciasnym teatrze życia…
Joanna Roś
Manko. Lepsza strona studenta

Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert


Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert

Fot. Ilja van de Pavert

Fot.: Monika Kozłowska













