POSIEW BOGA WOJNY
„Posiew boga wojny” to spektakl rozgrywający się w poczekalni, gdzie ludzie czekają: na nowe, lepsze czasy. Na powodzenie w miłości, na ukojenie zszarganych nerwów. Akcja rozgrywa się przed, w trakcie i po jednej z światowych wojen - każda z postaci na swój sposób szuka własnego języka i własnych gestów, aby nową rzeczywistość oswoić lub chociaż znieść. W tle od czasu do czasu pobrzmiewają dźwięki muzyki Mahlera, która jednak wykrzywia się i deformuje, bo wraz ze starym światem skończyła się też i jego muzyka.

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa
„Posiew boga wojny” to spektakl o odejściu od wspólnego odczuwania otaczającego świata. W zamian dostajemy obraz wielu, często nieprzystających rzeczywistości, utkany z maniakalnych obsesji, zwidów wywołanych przez alkoholizm, schizofrenicznych lęków czy histerycznej euforii. Wraz z obrazami różnych rzeczywistości zmienia się również przestrzeń spektaklu Ale ciągle kontekstem jest tu najcięższe doświadczenie społeczne, które obala dotychczasowy porządek, stawiając ostrą cezurę między starym a nowym - wojna i to, co ją poprzedziło i to, co po niej nastąpiło.
Aktorzy: Ewa Breguła, Mateusz Dewera, Jan Mancewicz, Jacek Milczanowski, Robert Żurek
Kostiumy: Monika Gigier, Alicja Margolin
Opracowanie muzyczne: Michał Braszak
Scenariusz, reżyseria, przestrzeń: Wiesław Hołdys
Pomocnicy: Agnieszka Dziedzic, Agnieszka Dębowska
W spektaklu wykorzystano fragmenty trzeciej części ("Feierlich und gemessen, ohne zu schleppen") I Symfonii D-Dur "Tytan" Gustawa Mahlera.
W spektaklu wykorzystano fragmenty i cytaty z następujących utworów: Emil Wyrobek " Z otchłani chorób nędzy i upadku", Józef Czechowicz "Żal", Władysław Sebyła "Pogrzebny", Tytus Czyżewski "W szpitalu obłąkanych", "Szumiłebski, Moczygębski głowy szuka" (anonim XVII w.), Maria Komornicka "Na rozdrożu" oraz fragmenty artykułów prasowych z lat 1914-1924.
Projekt współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.
Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego
Premiera 18 grudnia 2021
Partnerzy medialni: Dziennik Teatralny, Kulturatka, Fundacja Promocji Kultury
Piotr Gaszczyński
Opowieści z krypty
W mikrobiologii posiew to nic innego, jak przeniesienie pobranego materiału biologicznego na odpowiednie podłoże, umożliwiające wzrost mikroorganizmów. Zatem Posiew boga wojny – najnowsza premiera Teatru Mumerus, jest swego rodzaju eksperymentem, podczas którego wyciągnięte z piwnic historii trupy (duchy), przenoszą do teraźniejszości dawne opowieści (traumy), nadając im współczesne znaczenie.
Spektakl rozpoczyna się wspólną sesją terapeutyczną w domu dla obłąkanych. Wmieszani pomiędzy widzów aktorzy prowadzą między sobą osobliwą konwersację, m.in. snują fantazje na swój temat, utyskują na niewierną małżonkę czy z uporem maniaka poszukują własnej głowy itd. Ubrani w stroje przypominające więzienne uniformy, znikają jeden po drugim w bocznym wejściu, by po chwili pojawić się na scenie w zniszczonych, zakurzonych kostiumach, znalezionych gdzieś w kufrze z napisem „pamiątki z wojny”.
Właściwa część przedstawienia jest formalną zbitką, kolażem złożonym z ludzkich historii dziejących się gdzieś wokół wojny (przed nią, podczas niej, wobec niej, przez nią, pomimo niej, po niej). Dwóch żołnierzy i dwóch cywili (mężczyzna i kobieta) rozpościera przed widzami obraz wojny jako swego rodzaju mieszanki sacrum i profanum. Z jednej strony mamy wojownicze sny o potędze i chwale na polu bitwy przy akompaniamencie Tytana Gustawa Mahlera, z drugiej zaś bestialstwo wobec ludności cywilnej (zwłaszcza kobiet i dzieci). Spektakl nieprzypadkowo używa groteski jako rozwiązania scenicznego, wszak najlepiej mówić o rzeczach najcięższych, kryjąc się za maską absurdu, przesady czy sytuacyjnego bądź słownego komizmu. Wojna to nie żadni ułani pod okienkiem czy maszerujący chłopcy z błyszczącymi karabinami, przed którymi salutują drzewa, tylko krew, mord, głód, gwałt i wszystko to, co w człowieku najgorsze. Doskonale zdają sobie z tego sprawę wywołane na scenę duchy, które zwracając się pośrednio do widzów, pośrednio gdzieś w dal, nieokreśloną przestrzeń, nie silą się na analizę i ocenę sytuacji, o których opowiadają. Historia była jaka była, musi wybrzmieć nieupudrowana. Co zrobicie z nią wy – potomni, to już wasza sprawa.
Charakterystyczna dla przedstawień Teatru Mumerus makabreska świetnie współgra z wojenną tematyką spektaklu. Otoczeni zniszczonymi, zużytymi przedmiotami bohaterowie (rdzewiejący tasak, stara deska, zniszczone wiadro, rozchybotane krzesła) są komiczni i straszni jednocześnie. Z uśmiechem politowania obserwujemy zastygłych w wyuczonych gestach żołnierzy, ze współczuciem słuchamy wywodów i żalów cywilów. Jednak to, co wydaje się odległą przeszłością, opowieściami ze świata, którego już nie ma, po chwili zastanowienia staje się niepokojąco bliskie. Takich piwnic z duchami jest mnóstwo. Z każdej z nich bije odór śmierci, śmiech miesza się ze łzami. W przeciwieństwie do telewizyjnych Opowieści z krypty, tu niestety nie widać ostatniego odcinka. Rwanda, Srebrenica, Białoruś, Korea Północna czy Syria to tylko czubek góry, a i tak mówimy o morzu krwi i nieprzebranej liczbie ofiar. Jednym ze sposobów na wyciągniecie wniosków z historii jest pamięć, a zachować kogoś w pamięci, to dać się mu wygadać, wykrzyczeć, wypłakać – chociażby symbolicznie, w wymiarze duchowym czy poprzez sztukę. I o tym głównie traktuje Posiew boga wojny. Wieczór w Teatrze Mumerus to godzina z hakiem oddana tym, którzy chcą powiedzieć jak było. Poświęcona tym, którzy mają nadzieję, że zostaną wysłuchani.
https://teatrdlawszystkich.eu/opowiesci-z-krypty/
A tymczasem w Krakowie...wojna i spustoszenie jakie czyni, fizyczne i psychiczne spustoszenie, natręctwa słów, kroków, ruchów, czynności. Każdy z jej uczestników ma swój sposób postrzegania, reakcji i zachowań, każdy z jej uczestników podlega redukcji emocjonalnej. Może tak, a może inaczej ale żyć trzeba dalej! "Posiew Boga Wojny" to kolaż fragmentów utworów m.in. Emila Wyrobka " Z otchłani chorób nędzy i upadku", Józefa Czechowicza "Żal", Władysława Sebyły "Pogrzebny", Tytusa Czyżewskiego "W szpitalu obłąkanych", oraz fragmenty artykułów prasowych z lat 1914-1924 a do tego sugestywne fragmenty muzyki Gustawa Mahlera. Wiesław Hołdys Hołdys od lat tworzy teatr bardzo charakterystyczny, sugestywny, teksty, muzyka, kostiumy, scenografia zapadają w pamięć, nie pozostawiają widza obojętnym. Ma też Wiesław Hołdys nosa do aktorów, bez nich nie było by tych ważnych dla widza emocji, wrażeń - w Posiewie świetnie grają Ewa Breguła Jan Mancewicz, Jacek Milczanowski i Mateusz Dewera/Robert Żurek. Polecam.
Andrzej Czapliński, Facebook https://www.facebook.com/andrzej.czaplinski.1
"Śmierć jest niema"
Dico, ergo sum.
Sytuacja niczym z Becketta. Jak długo wypowiada się potok słów, tak długo podtrzymuje się społeczne funkcje życiowe. Stąd tak dojmujące bywa milczenie wkradające się pomiędzy ludzi. Stan ten nie bez powodu określa się mianem martwej ciszy.
Nie ważne więc co się mówi, byle dawać tym sposobem świadectwo swego istnienia.
Tak się zachowują postacie z autorskiego przedstawienia Wiesława Hołdysa "Posiew boga wojny" w krakowskim, piwnicznym Teatrze Mumerus. Na ich żywot sceniczny składają się wyrwane ze swych integralnych kontekstów wyimki z poezji i prozy autorów tworzących pomiędzy wielkimi wojnami narodów: Józefa Czechowicza (zginie wskutek bombardowania dziewiątego dnia drugiej wojny), Tytusa Czyżewskiego, transseksualnej Marii Komornickiej czyli Piotra Odmieńca Własta, Władysława Sebyły (ofiary mordu na polskich jeńcach w radzieckiej niewoli) i Emila Wyrobka.
Niektóre z tych postaci uosabiają społeczne role, z którymi wiąże się autorytet lub jego uzurpacja jak w przypadku wojskowego czy duchownego
"Posiew boga wojny" to widowisko na kwartet aktorów o umiejętnościach instrumentalnych, albowiem dramaturgia, składająca się z oderwanych sytuacji, nie zapewnia im ciągłości bycia w roli, ani nie dostarcza dla dzialań scenicznych motywacji odwołujących się do doświadczeń psychicznej natury.
Poniekąd do każdej sytuacji dobierać trzeba odmienną strategię, a zadania aktorskie posiadają formalny charakter o silnym ładunku wyrazowym.
Początkowo aktorzy wmieszani są w publiczność
jako jej reprezentanci i po wstępnym zarysowaniu swych charakterystyk przechodzą na scenę, na której pozostają już do końca spektaklu.
Aktorowie Teatru Mumerus to wirtuozi w swojej dziedzinie, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje dwoje z nich: Elżbieta Breguła i Jan Mancewicz.
Niezwykła jest umiejętność reagowania na partnera, ale nie wypowiadane przezeń kwestie, jak to się dzieje w tradycyjnym teatrze o dramatycznej proweniencji, lecz działania fizyczne, powodowane dźwięki i hałasy.
W pierwszym przypadku przybierają one także fizyczny charakter, mimo braku bezpośredniego kontaktu, chociażby wzrokowego, a w drugim przedrzeźniania mimicznego, idealnie skoordynowanego z pierwowzorem, widocznym tylko dla widzów.
Jak zawsze, w akustycznym wyznaczaniu przestrzeni czynną rolę odgrywa muzyka - trzecia część I Symfonii Gustava Mahlera, o tyle zużyta i zdegradowana niczym kostiumy i rekwizyty, że w charakterze materiału tematycznego wykorzystuje pospolitą piosenkę dziecięcą "Frère Jacques".
Skądinąd wcześniej ten sam ustęp wykorzystant został do celów ilustracyjnych przez Jána Kadára i Elmara Klosa w czechosłowackim filmie "Pożądanie zwane Anada".
Lesław Czapliński
Facebook
https://www.facebook.com/leslaw.czaplinski
Alkoholizm, schizofreniczne lęki czy histeryczna euforia. Tak może wyglądać świat po wojnie?
Wielogłos w poczekalni
Ludzie czekający w jednej poczekalni, rozbici między maniakalnymi obsesjami a histeryczną euforią… Czy właśnie tak prezentuje się rzeczywistość, gdy stary porządek legnie w gruzach, a wojna oddziela „przed” od „po”?
„Posiew boga wojny” to spektakl Teatru Mumerus, który opowiada o ludziach, którzy w oczekiwaniu na nowe, lepsze czasy próbują odnaleźć wspólny język w rozpadzie świata. Ich rozmaite doświadczenia – od obsesji i urojeń, przez schizofreniczne lęki, aż po graniczącą z histerią ekscytację – tworzą wielogłos, w którym trudno o jedność i harmonię.
Tłem wydarzeń są fragmenty trzeciej części („Feierlich und gemessen, ohne zu schleppen”) I Symfonii D-Dur „Tytan” Gustawa Mahlera, jednak i one ulegają deformacji. Wraz z końcem starego świata zmienia się bowiem nie tylko sposób myślenia, lecz także odbiór sztuki i dźwięków.
Mateusz Łysik
Portal glos24.pl
TAKO RZECZE DESKA
Podsłuchałam przypadkiem rozmowę aktorów grających w naszym spektaklu “Posiew boga wojny”. Jeden martwił się tym, że z odmętów pamięci nie przypomni sobie tekstu. Drugi - że uwiera go kostium w dosyć dyskretnym miejscu. Tak, tak, miał na myśli uporczywe łaskotanie w okolicy karku, podobne do tego, kiedy swędzą przestrzenie między słojami drewna.
Uwiera? Co on właściwie wie o uwieraniu?! Niech no spojrzy na Podłogę. Bidulka, leży tak i ledwo zipie. Tyle nóg, które ją deptało, to nawet trudno policzyć. Nogi rzeczywiste, czyli te aktorskie. Nogi postaci historycznych. Nogi literackie, fikcyjne. Bogate i biedne nogi. Nogi kreatur niestworzonych, a jednak stwarzanych przez teatr.
Aktorzy i ich problemy. Pławią się w tych swoich rolach, budują złożone wielopłaszczyznowe konstrukcje postaci, szlifują warsztat ku zdumieniu i zachwytom innych ludzi, czasem ad hoc stwarzają całe światy. Wszystko pięknie, ale ja się pytam - czy oni w ogóle mają pojęcie co jest istotą teatru? Słowem - czy myślą czasem o materii? Czy zastanawiają się nad losem nieszczęsnego Krzesła, które musi znosić te wszystkie ich wiercenia się? Te nadprogramowe kilogramy, które aktorzy niepostrzeżenie przynoszą w ramach własnych, prywatnych ciał do teatru? Albo - co gorsza - te ich kościste sylwetki. To dopiero jest uwieranie! Żaliło mi się ostatnio Krzesło, że powoli ma dosyć, że jak tylko porządnie stanie na nogi to rozgoni tych komediantów z naszego teatru.
Albo takie Wiadro - wiodło spokojny, najbardziej materialny z materialnych żywotów, aż tu nagle reżyser stwierdził, że wiadra mu brak w spektaklu. Rozpoczął się przykry proces odwiadrowienia. Na chłodną, gładką warstwę metalu bezlitosne dłonie nałożyły breję śmierdzącego kleju. Potem bandaże. I więcej kleju. I bandaży jeszcze więcej. Na koniec chluśnięto tu i ówdzie farbą - że niby taki efekt postarzenia przedmiotu. Pożal się Boże, artyści! A o tym jak się czuje teraz Wiadro nikt nie pomyśli. Stawiają je tylko bezczelnie co spektakl na scenie - ku przerażeniu i wzbudzeniu odrazy całego gatunku wiadrowatych.
Podpisano: Deska ze spektaklu "Posiew boga wojny"
PS. Deska z drzazgą
(alias Agnieszka Dziedzic, skarbnik Teatru Mumerus)
„Duch boga wojny się unosi między nami”
Rozmowa z Wiesławem Hołdysem z Teatru Mumerus
Maria Piękoś-Konopnicka: Jak powstał pomysł na spektakl „Posiew boga wojny”?
Wiesław Hołdys: Może zacznę od tego, że w 1984 roku w antykwariacie kupiłem wydaną w latach dwudziestych XX wieku książkę doktora Emila Wyrobka Z otchłani chorób, nędzy i upadku: opis schorzeń psychicznych i somatycznych, które zdarzały się przed pierwszą wojną światową, w jej trakcie i po niej. Doktor Wyrobek opierał się tutaj na własnej obserwacji klinicznej – był przecież wybitnym lekarzem – ale także na materiałach prasowych, relacjach i wspomnieniach. Ta książka mnie zafascynowała, bo uświadomiła mi, że wojna jest uaktywnieniem choroby psychicznej lub nerwowej społeczeństwa, która rozwija się w sposób utajony i w pewnym momencie się ujawnia, powodując skutki w postaci chorób psychicznych i somatycznych, epidemii czy też gwałtownie mnożących się chorób wenerycznych. Wzrost zachorowań na kiłę i rzeżączkę był widoczny już przed pierwszą wojną światową, co brało się między innymi stąd, że chodzenie do domów publicznych było czymś zupełnie naturalnym dla mężczyzn z mieszczańskich domów. Kiedy w 2020 roku ogłoszono stan pandemii, odczułem, że społeczeństwo zaczęło żyć w strachu, trochę – jak mi się wydaje – podobnym do tego z okresu pierwszej wojny. Nie w lęku, którego źródła nie znamy, a który powoduje głównie paniczną chęć ucieczki, lecz w strachu właśnie: strach jest ukierunkowany – na przykład przed najeźdźcą bądź wirusem. Wtedy wróciłem do lektury Wyrobka i zacząłem sobie wyobrażać spektakl. Słuchałem też wtedy dużo muzyki i trafiłem na I Symfonię Gustawa Mahlera, w której pojawia się fragment na kształt marszu żałobnego opartego na motywie z popularnej francuskiej piosenki "Panie Janie, niech pan wstanie..." okraszony cytatami z muzyki cygańskiej i klezmerskiej: pogrzeb przechodzący w karnawałowy pochód – i na odwrót.
MPK: Spektakl porusza m.in. trudny temat wpływu wojny na ludzką psychikę. Czy groteska jest odpowiednią formą do takiej narracji?
WH: Jak najbardziej. Wie pani, groteska jest odbiciem świata, tylko w krzywym zwierciadle. Mogę pani odpowiedzieć cytatem. Nikołaj Gogol napisał dramat Rewizor, który jest groteskowym odbiciem państwa na przykładzie społeczności małego miasta, a motto do tej komedii jest takie: “Nie przygaduj zwierciadłu, kiedy masz gębę krzywą” – więc to jest cała odpowiedź.
MPK: W tej opowieści o wojnie nie ma dzieci z kwiatami, które witają żołnierzy, nie ma kobiet, żegnających ich powiewającymi na wietrze chustkami…
WH: … za to są kobiety, które (przepraszam za wyrażenie) spółkują z jeńcami, bo są spragnione mężczyzn, których już od miesięcy nie widziały; są mężczyźni, którzy wpadają w obłęd… Liczba zabójstw, jakich dokonano w Krakowie po pierwszej wojnie i w latach 20., była niewiarygodna, co się zresztą powtórzyło po drugiej wojnie światowej. Żeby było jeszcze ciekawiej: nie wszystkich winnych osądzono i skazano, ale nie dlatego, że nie mieliśmy dobrych sądów: kierowano ich do klinik psychiatrycznych – ludzie ci byli niepoczytalni. Nie tylko ci, którzy brali udział bezpośrednio w działaniach wojennych, jak żołnierze, ale także ci, którzy przeżyli pierwszą linię frontu. Proszę sobie wyobrazić, co by się z panią działo, gdyby mieszkała pani koło Gorlic, gdzie rozegrała się bitwa (bitwa pod Gorlicami, 2–5 maja 1915 r. – przyp. aut.) – jedna z większych bitew pierwszej wojny światowej. Do Gorlic wchodzą Rosjanie, potem Austriacy, a potem Węgrzy. Ciągle coś burzą, jedni mówią tak, inni inaczej, jedni chcą pieniędzy, inni szukają i wieszają szpiegów… Od tego można dostać obłędu!
Nie ma kobiet witających żołnierzy kwiatami – zresztą nie o tym chciałem robić spektakl. Posiew boga wojny nieustannie się odradza. W książce Wyrobka jest tekst o człowieku, który gwałci trupy. I to jest autentyczne i się wielokrotnie powtarzało, i to wiele lat po wojnie. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku grasował w Poznaniu morderca kobiet i nekrofil, który nie dość, że mordował kobiety, to jeszcze wykopywał z grobów zwłoki kobiet, a ich narządy płciowe przyszywał do manekinów, z którymi współżył. Dla mnie on też był – choć nie bezpośrednio – ofiarą wojny. Jego ojciec, więzień Auschwitz, kiedy wrócił z wojny, był chorym psychicznie alkoholikiem, maltretował swojego syna, m.in. organizując w domu apele, jak w obozie. A ten syn za zbrodnie, których później dokonał, został powieszony. Za wojnę koszty psychiczne płacą całe generacje.
MPK: Postaci, które obserwujemy w spektaklu, wydają się wracać z tamtego świata. Czy to, czym jest wojna, ma dla nas charakter moralizatorski?
WH: To znaczy… nie rozumiem, co pani ma na myśli, mówiąc „z tamtego świata”. To znaczy, że z zaświatów?
MPK: Tak, dla mnie były to jakby dusze, które się budzą, albo nie do końca zmarli…
WH: Może coś w tym jest… Gdzieś ten duch boga wojny się unosi między nami. On się materializuje w kimś bądź w czymś. Trochę tak jak w baroku. Może rzeczywiście jakieś strzępy postaci z tamtego świata przyszły do naszego spektaklu.
MPK: W czasach pokoju tworzenie spektaklu o wojnie jest takie bardzo bezpieczne, patrzymy z komfortowego dystansu na to, co się dzieje podczas wojny. Co pan widzi w tym spektaklu, pamiętając o tym, co się dzieje zaraz obok, w Ukrainie?
WH: Premiera „Posiewu boga wojny” odbyła się w grudniu, początek agresji rosyjskiej dwa miesiące później, pod koniec lutego. Kiedy zagraliśmy spektakl w marcu widzowie mówili: „Jakim cudem wymyśliłeś coś tak aktualnego?” Mówiłem: „Nic nie musiałem wymyślać, coś takiego od dłuższego czasu wisiało w powietrzu”. Od dwóch lat, nawet wcześniej: strach przed Covidem, przedtem zamachy terrorystyczne w zachodniej Europie, głównie we Francji w Niemczech, i to prawie codziennie. Jeszcze przedtem Krym, Donbas, Syria, Irak, Etiopia, ISIS i Al-Kaida... Pętla strachu (podsycanego przez niektórych przedstawicieli władzy i część mediów, którzy mówili wprost: „powinniśmy się bać”) zaciska się, potem luzuje, potem znów zaciska, potem znów luzuje... I to cały czas trwało, trwa i pozostawia posiew boga wojny, który – obawiam się – zatruje następne pokolenia.
MPK: Bardzo dziękuję za rozmowę.
Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny, Kraków
Aktorzy: Ewa Breguła, Mateusz Dewera, Jan Mancewicz, Jacek Milczanowski, Robert Żurek
Kostiumy: Monika Gigier, Alicja Margolin
Opracowanie muzyczne: Michał Braszak
Scenariusz, reżyseria, przestrzeń: Wiesław Hołdys
Pomocnicy: Agnieszka Dziedzic, Agnieszka Dębowska
W spektaklu wykorzystano fragmenty trzeciej części ("Feierlich und gemessen, ohne zu schleppen") I Symfonii D-Dur "Tytan" Gustawa Mahlera.
W spektaklu wykorzystano fragmenty i cytaty z następujących utworów: Emil Wyrobek " Z otchłani chorób nędzy i upadku", Józef Czechowicz "Żal", Władysław Sebyła "Pogrzebny", Tytus Czyżewski "W szpitalu obłąkanych", "Szumiłebski, Moczygębski głowy szuka" (anonim XVII w.), Maria Komornicka "Na rozdrożu" oraz fragmenty artykułów prasowych z lat 1914-1924.
Projekt współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.
Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego
Premiera 18 grudnia 2021
Partnerzy medialni: Dziennik Teatralny, Kulturatka, Fundacja Promocji Kultury
Piotr Gaszczyński
Opowieści z krypty
W mikrobiologii posiew to nic innego, jak przeniesienie pobranego materiału biologicznego na odpowiednie podłoże, umożliwiające wzrost mikroorganizmów. Zatem Posiew boga wojny – najnowsza premiera Teatru Mumerus, jest swego rodzaju eksperymentem, podczas którego wyciągnięte z piwnic historii trupy (duchy), przenoszą do teraźniejszości dawne opowieści (traumy), nadając im współczesne znaczenie.
Spektakl rozpoczyna się wspólną sesją terapeutyczną w domu dla obłąkanych. Wmieszani pomiędzy widzów aktorzy prowadzą między sobą osobliwą konwersację, m.in. snują fantazje na swój temat, utyskują na niewierną małżonkę czy z uporem maniaka poszukują własnej głowy itd. Ubrani w stroje przypominające więzienne uniformy, znikają jeden po drugim w bocznym wejściu, by po chwili pojawić się na scenie w zniszczonych, zakurzonych kostiumach, znalezionych gdzieś w kufrze z napisem „pamiątki z wojny”.
Właściwa część przedstawienia jest formalną zbitką, kolażem złożonym z ludzkich historii dziejących się gdzieś wokół wojny (przed nią, podczas niej, wobec niej, przez nią, pomimo niej, po niej). Dwóch żołnierzy i dwóch cywili (mężczyzna i kobieta) rozpościera przed widzami obraz wojny jako swego rodzaju mieszanki sacrum i profanum. Z jednej strony mamy wojownicze sny o potędze i chwale na polu bitwy przy akompaniamencie Tytana Gustawa Mahlera, z drugiej zaś bestialstwo wobec ludności cywilnej (zwłaszcza kobiet i dzieci). Spektakl nieprzypadkowo używa groteski jako rozwiązania scenicznego, wszak najlepiej mówić o rzeczach najcięższych, kryjąc się za maską absurdu, przesady czy sytuacyjnego bądź słownego komizmu. Wojna to nie żadni ułani pod okienkiem czy maszerujący chłopcy z błyszczącymi karabinami, przed którymi salutują drzewa, tylko krew, mord, głód, gwałt i wszystko to, co w człowieku najgorsze. Doskonale zdają sobie z tego sprawę wywołane na scenę duchy, które zwracając się pośrednio do widzów, pośrednio gdzieś w dal, nieokreśloną przestrzeń, nie silą się na analizę i ocenę sytuacji, o których opowiadają. Historia była jaka była, musi wybrzmieć nieupudrowana. Co zrobicie z nią wy – potomni, to już wasza sprawa.
Charakterystyczna dla przedstawień Teatru Mumerus makabreska świetnie współgra z wojenną tematyką spektaklu. Otoczeni zniszczonymi, zużytymi przedmiotami bohaterowie (rdzewiejący tasak, stara deska, zniszczone wiadro, rozchybotane krzesła) są komiczni i straszni jednocześnie. Z uśmiechem politowania obserwujemy zastygłych w wyuczonych gestach żołnierzy, ze współczuciem słuchamy wywodów i żalów cywilów. Jednak to, co wydaje się odległą przeszłością, opowieściami ze świata, którego już nie ma, po chwili zastanowienia staje się niepokojąco bliskie. Takich piwnic z duchami jest mnóstwo. Z każdej z nich bije odór śmierci, śmiech miesza się ze łzami. W przeciwieństwie do telewizyjnych Opowieści z krypty, tu niestety nie widać ostatniego odcinka. Rwanda, Srebrenica, Białoruś, Korea Północna czy Syria to tylko czubek góry, a i tak mówimy o morzu krwi i nieprzebranej liczbie ofiar. Jednym ze sposobów na wyciągniecie wniosków z historii jest pamięć, a zachować kogoś w pamięci, to dać się mu wygadać, wykrzyczeć, wypłakać – chociażby symbolicznie, w wymiarze duchowym czy poprzez sztukę. I o tym głównie traktuje Posiew boga wojny. Wieczór w Teatrze Mumerus to godzina z hakiem oddana tym, którzy chcą powiedzieć jak było. Poświęcona tym, którzy mają nadzieję, że zostaną wysłuchani.
https://teatrdlawszystkich.eu/opowiesci-z-krypty/
A tymczasem w Krakowie...wojna i spustoszenie jakie czyni, fizyczne i psychiczne spustoszenie, natręctwa słów, kroków, ruchów, czynności. Każdy z jej uczestników ma swój sposób postrzegania, reakcji i zachowań, każdy z jej uczestników podlega redukcji emocjonalnej. Może tak, a może inaczej ale żyć trzeba dalej! "Posiew Boga Wojny" to kolaż fragmentów utworów m.in. Emila Wyrobka " Z otchłani chorób nędzy i upadku", Józefa Czechowicza "Żal", Władysława Sebyły "Pogrzebny", Tytusa Czyżewskiego "W szpitalu obłąkanych", oraz fragmenty artykułów prasowych z lat 1914-1924 a do tego sugestywne fragmenty muzyki Gustawa Mahlera. Wiesław Hołdys Hołdys od lat tworzy teatr bardzo charakterystyczny, sugestywny, teksty, muzyka, kostiumy, scenografia zapadają w pamięć, nie pozostawiają widza obojętnym. Ma też Wiesław Hołdys nosa do aktorów, bez nich nie było by tych ważnych dla widza emocji, wrażeń - w Posiewie świetnie grają Ewa Breguła Jan Mancewicz, Jacek Milczanowski i Mateusz Dewera/Robert Żurek. Polecam.
Andrzej Czapliński, Facebook https://www.facebook.com/andrzej.czaplinski.1
"Śmierć jest niema"
Dico, ergo sum.
Sytuacja niczym z Becketta. Jak długo wypowiada się potok słów, tak długo podtrzymuje się społeczne funkcje życiowe. Stąd tak dojmujące bywa milczenie wkradające się pomiędzy ludzi. Stan ten nie bez powodu określa się mianem martwej ciszy.
Nie ważne więc co się mówi, byle dawać tym sposobem świadectwo swego istnienia.
Tak się zachowują postacie z autorskiego przedstawienia Wiesława Hołdysa "Posiew boga wojny" w krakowskim, piwnicznym Teatrze Mumerus. Na ich żywot sceniczny składają się wyrwane ze swych integralnych kontekstów wyimki z poezji i prozy autorów tworzących pomiędzy wielkimi wojnami narodów: Józefa Czechowicza (zginie wskutek bombardowania dziewiątego dnia drugiej wojny), Tytusa Czyżewskiego, transseksualnej Marii Komornickiej czyli Piotra Odmieńca Własta, Władysława Sebyły (ofiary mordu na polskich jeńcach w radzieckiej niewoli) i Emila Wyrobka.
Niektóre z tych postaci uosabiają społeczne role, z którymi wiąże się autorytet lub jego uzurpacja jak w przypadku wojskowego czy duchownego
"Posiew boga wojny" to widowisko na kwartet aktorów o umiejętnościach instrumentalnych, albowiem dramaturgia, składająca się z oderwanych sytuacji, nie zapewnia im ciągłości bycia w roli, ani nie dostarcza dla dzialań scenicznych motywacji odwołujących się do doświadczeń psychicznej natury.
Poniekąd do każdej sytuacji dobierać trzeba odmienną strategię, a zadania aktorskie posiadają formalny charakter o silnym ładunku wyrazowym.
Początkowo aktorzy wmieszani są w publiczność
jako jej reprezentanci i po wstępnym zarysowaniu swych charakterystyk przechodzą na scenę, na której pozostają już do końca spektaklu.
Aktorowie Teatru Mumerus to wirtuozi w swojej dziedzinie, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje dwoje z nich: Elżbieta Breguła i Jan Mancewicz.
Niezwykła jest umiejętność reagowania na partnera, ale nie wypowiadane przezeń kwestie, jak to się dzieje w tradycyjnym teatrze o dramatycznej proweniencji, lecz działania fizyczne, powodowane dźwięki i hałasy.
W pierwszym przypadku przybierają one także fizyczny charakter, mimo braku bezpośredniego kontaktu, chociażby wzrokowego, a w drugim przedrzeźniania mimicznego, idealnie skoordynowanego z pierwowzorem, widocznym tylko dla widzów.
Jak zawsze, w akustycznym wyznaczaniu przestrzeni czynną rolę odgrywa muzyka - trzecia część I Symfonii Gustava Mahlera, o tyle zużyta i zdegradowana niczym kostiumy i rekwizyty, że w charakterze materiału tematycznego wykorzystuje pospolitą piosenkę dziecięcą "Frère Jacques".
Skądinąd wcześniej ten sam ustęp wykorzystant został do celów ilustracyjnych przez Jána Kadára i Elmara Klosa w czechosłowackim filmie "Pożądanie zwane Anada".
Lesław Czapliński
https://www.facebook.com/leslaw.czaplinski
Alkoholizm, schizofreniczne lęki czy histeryczna euforia. Tak może wyglądać świat po wojnie?
Wielogłos w poczekalni
Ludzie czekający w jednej poczekalni, rozbici między maniakalnymi obsesjami a histeryczną euforią… Czy właśnie tak prezentuje się rzeczywistość, gdy stary porządek legnie w gruzach, a wojna oddziela „przed” od „po”?
„Posiew boga wojny” to spektakl Teatru Mumerus, który opowiada o ludziach, którzy w oczekiwaniu na nowe, lepsze czasy próbują odnaleźć wspólny język w rozpadzie świata. Ich rozmaite doświadczenia – od obsesji i urojeń, przez schizofreniczne lęki, aż po graniczącą z histerią ekscytację – tworzą wielogłos, w którym trudno o jedność i harmonię.
Tłem wydarzeń są fragmenty trzeciej części („Feierlich und gemessen, ohne zu schleppen”) I Symfonii D-Dur „Tytan” Gustawa Mahlera, jednak i one ulegają deformacji. Wraz z końcem starego świata zmienia się bowiem nie tylko sposób myślenia, lecz także odbiór sztuki i dźwięków.
Mateusz Łysik
Portal glos24.pl
TAKO RZECZE DESKA
Podsłuchałam przypadkiem rozmowę aktorów grających w naszym spektaklu “Posiew boga wojny”. Jeden martwił się tym, że z odmętów pamięci nie przypomni sobie tekstu. Drugi - że uwiera go kostium w dosyć dyskretnym miejscu. Tak, tak, miał na myśli uporczywe łaskotanie w okolicy karku, podobne do tego, kiedy swędzą przestrzenie między słojami drewna.
Uwiera? Co on właściwie wie o uwieraniu?! Niech no spojrzy na Podłogę. Bidulka, leży tak i ledwo zipie. Tyle nóg, które ją deptało, to nawet trudno policzyć. Nogi rzeczywiste, czyli te aktorskie. Nogi postaci historycznych. Nogi literackie, fikcyjne. Bogate i biedne nogi. Nogi kreatur niestworzonych, a jednak stwarzanych przez teatr.
Aktorzy i ich problemy. Pławią się w tych swoich rolach, budują złożone wielopłaszczyznowe konstrukcje postaci, szlifują warsztat ku zdumieniu i zachwytom innych ludzi, czasem ad hoc stwarzają całe światy. Wszystko pięknie, ale ja się pytam - czy oni w ogóle mają pojęcie co jest istotą teatru? Słowem - czy myślą czasem o materii? Czy zastanawiają się nad losem nieszczęsnego Krzesła, które musi znosić te wszystkie ich wiercenia się? Te nadprogramowe kilogramy, które aktorzy niepostrzeżenie przynoszą w ramach własnych, prywatnych ciał do teatru? Albo - co gorsza - te ich kościste sylwetki. To dopiero jest uwieranie! Żaliło mi się ostatnio Krzesło, że powoli ma dosyć, że jak tylko porządnie stanie na nogi to rozgoni tych komediantów z naszego teatru.
Albo takie Wiadro - wiodło spokojny, najbardziej materialny z materialnych żywotów, aż tu nagle reżyser stwierdził, że wiadra mu brak w spektaklu. Rozpoczął się przykry proces odwiadrowienia. Na chłodną, gładką warstwę metalu bezlitosne dłonie nałożyły breję śmierdzącego kleju. Potem bandaże. I więcej kleju. I bandaży jeszcze więcej. Na koniec chluśnięto tu i ówdzie farbą - że niby taki efekt postarzenia przedmiotu. Pożal się Boże, artyści! A o tym jak się czuje teraz Wiadro nikt nie pomyśli. Stawiają je tylko bezczelnie co spektakl na scenie - ku przerażeniu i wzbudzeniu odrazy całego gatunku wiadrowatych.
Podpisano: Deska ze spektaklu "Posiew boga wojny"
PS. Deska z drzazgą
(alias Agnieszka Dziedzic, skarbnik Teatru Mumerus)
„Duch boga wojny się unosi między nami”
Rozmowa z Wiesławem Hołdysem z Teatru Mumerus
Maria Piękoś-Konopnicka: Jak powstał pomysł na spektakl „Posiew boga wojny”?
Wiesław Hołdys: Może zacznę od tego, że w 1984 roku w antykwariacie kupiłem wydaną w latach dwudziestych XX wieku książkę doktora Emila Wyrobka Z otchłani chorób, nędzy i upadku: opis schorzeń psychicznych i somatycznych, które zdarzały się przed pierwszą wojną światową, w jej trakcie i po niej. Doktor Wyrobek opierał się tutaj na własnej obserwacji klinicznej – był przecież wybitnym lekarzem – ale także na materiałach prasowych, relacjach i wspomnieniach. Ta książka mnie zafascynowała, bo uświadomiła mi, że wojna jest uaktywnieniem choroby psychicznej lub nerwowej społeczeństwa, która rozwija się w sposób utajony i w pewnym momencie się ujawnia, powodując skutki w postaci chorób psychicznych i somatycznych, epidemii czy też gwałtownie mnożących się chorób wenerycznych. Wzrost zachorowań na kiłę i rzeżączkę był widoczny już przed pierwszą wojną światową, co brało się między innymi stąd, że chodzenie do domów publicznych było czymś zupełnie naturalnym dla mężczyzn z mieszczańskich domów. Kiedy w 2020 roku ogłoszono stan pandemii, odczułem, że społeczeństwo zaczęło żyć w strachu, trochę – jak mi się wydaje – podobnym do tego z okresu pierwszej wojny. Nie w lęku, którego źródła nie znamy, a który powoduje głównie paniczną chęć ucieczki, lecz w strachu właśnie: strach jest ukierunkowany – na przykład przed najeźdźcą bądź wirusem. Wtedy wróciłem do lektury Wyrobka i zacząłem sobie wyobrażać spektakl. Słuchałem też wtedy dużo muzyki i trafiłem na I Symfonię Gustawa Mahlera, w której pojawia się fragment na kształt marszu żałobnego opartego na motywie z popularnej francuskiej piosenki "Panie Janie, niech pan wstanie..." okraszony cytatami z muzyki cygańskiej i klezmerskiej: pogrzeb przechodzący w karnawałowy pochód – i na odwrót.
MPK: Spektakl porusza m.in. trudny temat wpływu wojny na ludzką psychikę. Czy groteska jest odpowiednią formą do takiej narracji?
WH: Jak najbardziej. Wie pani, groteska jest odbiciem świata, tylko w krzywym zwierciadle. Mogę pani odpowiedzieć cytatem. Nikołaj Gogol napisał dramat Rewizor, który jest groteskowym odbiciem państwa na przykładzie społeczności małego miasta, a motto do tej komedii jest takie: “Nie przygaduj zwierciadłu, kiedy masz gębę krzywą” – więc to jest cała odpowiedź.
MPK: W tej opowieści o wojnie nie ma dzieci z kwiatami, które witają żołnierzy, nie ma kobiet, żegnających ich powiewającymi na wietrze chustkami…
WH: … za to są kobiety, które (przepraszam za wyrażenie) spółkują z jeńcami, bo są spragnione mężczyzn, których już od miesięcy nie widziały; są mężczyźni, którzy wpadają w obłęd… Liczba zabójstw, jakich dokonano w Krakowie po pierwszej wojnie i w latach 20., była niewiarygodna, co się zresztą powtórzyło po drugiej wojnie światowej. Żeby było jeszcze ciekawiej: nie wszystkich winnych osądzono i skazano, ale nie dlatego, że nie mieliśmy dobrych sądów: kierowano ich do klinik psychiatrycznych – ludzie ci byli niepoczytalni. Nie tylko ci, którzy brali udział bezpośrednio w działaniach wojennych, jak żołnierze, ale także ci, którzy przeżyli pierwszą linię frontu. Proszę sobie wyobrazić, co by się z panią działo, gdyby mieszkała pani koło Gorlic, gdzie rozegrała się bitwa (bitwa pod Gorlicami, 2–5 maja 1915 r. – przyp. aut.) – jedna z większych bitew pierwszej wojny światowej. Do Gorlic wchodzą Rosjanie, potem Austriacy, a potem Węgrzy. Ciągle coś burzą, jedni mówią tak, inni inaczej, jedni chcą pieniędzy, inni szukają i wieszają szpiegów… Od tego można dostać obłędu!
Nie ma kobiet witających żołnierzy kwiatami – zresztą nie o tym chciałem robić spektakl. Posiew boga wojny nieustannie się odradza. W książce Wyrobka jest tekst o człowieku, który gwałci trupy. I to jest autentyczne i się wielokrotnie powtarzało, i to wiele lat po wojnie. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku grasował w Poznaniu morderca kobiet i nekrofil, który nie dość, że mordował kobiety, to jeszcze wykopywał z grobów zwłoki kobiet, a ich narządy płciowe przyszywał do manekinów, z którymi współżył. Dla mnie on też był – choć nie bezpośrednio – ofiarą wojny. Jego ojciec, więzień Auschwitz, kiedy wrócił z wojny, był chorym psychicznie alkoholikiem, maltretował swojego syna, m.in. organizując w domu apele, jak w obozie. A ten syn za zbrodnie, których później dokonał, został powieszony. Za wojnę koszty psychiczne płacą całe generacje.
MPK: Postaci, które obserwujemy w spektaklu, wydają się wracać z tamtego świata. Czy to, czym jest wojna, ma dla nas charakter moralizatorski?
WH: To znaczy… nie rozumiem, co pani ma na myśli, mówiąc „z tamtego świata”. To znaczy, że z zaświatów?
MPK: Tak, dla mnie były to jakby dusze, które się budzą, albo nie do końca zmarli…
WH: Może coś w tym jest… Gdzieś ten duch boga wojny się unosi między nami. On się materializuje w kimś bądź w czymś. Trochę tak jak w baroku. Może rzeczywiście jakieś strzępy postaci z tamtego świata przyszły do naszego spektaklu.
MPK: W czasach pokoju tworzenie spektaklu o wojnie jest takie bardzo bezpieczne, patrzymy z komfortowego dystansu na to, co się dzieje podczas wojny. Co pan widzi w tym spektaklu, pamiętając o tym, co się dzieje zaraz obok, w Ukrainie?
WH: Premiera „Posiewu boga wojny” odbyła się w grudniu, początek agresji rosyjskiej dwa miesiące później, pod koniec lutego. Kiedy zagraliśmy spektakl w marcu widzowie mówili: „Jakim cudem wymyśliłeś coś tak aktualnego?” Mówiłem: „Nic nie musiałem wymyślać, coś takiego od dłuższego czasu wisiało w powietrzu”. Od dwóch lat, nawet wcześniej: strach przed Covidem, przedtem zamachy terrorystyczne w zachodniej Europie, głównie we Francji w Niemczech, i to prawie codziennie. Jeszcze przedtem Krym, Donbas, Syria, Irak, Etiopia, ISIS i Al-Kaida... Pętla strachu (podsycanego przez niektórych przedstawicieli władzy i część mediów, którzy mówili wprost: „powinniśmy się bać”) zaciska się, potem luzuje, potem znów zaciska, potem znów luzuje... I to cały czas trwało, trwa i pozostawia posiew boga wojny, który – obawiam się – zatruje następne pokolenia.
MPK: Bardzo dziękuję za rozmowę.
Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny, Kraków

Ewa Breguła
Fot.: Wiesław Hołdys

Ewa Breguła
Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Jan Mancewicz
Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Fot.: Jacek Maria Stokłosa













