TAJEMNIK
Odkąd człowiek myśli - przeczuwał i lękał się zawsze nowej istoty, silniejszej niż on spadkobierczyni swojej na ziemi, i że odczuwając jej bliskość a nie będąc zdolnym przeniknąć natury tego władcy, stworzył, pod wpływem swojej trwogi, cały fantastyczny tłum tajemniczych tworów, widm niepochwytnych, zrodzonych z lęku.( Guy de Maupassant „Horla”)





Światem „Tajemnika” rządzi jakieś licho. Takie, co potrafi narobić hałasu, przyjść na kolację i wszystkim łyżki z rąk powytrącać, a co było nagotowane do zjedzenia – pożreć. A potem spragnione wyssać ze wszystkich krew, zostawiając tylko jedno niemowlę w kołysce na rozmnożenie. Licho, które każe uganiać się za cudną boginką wodną, Majką – choćby i na koniec świata, na śmierć niechybną. Licho, które na swój sposób przeczuwa – niczym niepochwytną Horlę – każdy z bohaterów „Tajemnika”. Ukażą się także czary mechaniczne, doprowadzające do buntu samolotów, samochodów, a nawet rozwścieczonych granatów ręcznych, które zaczną ryć pod ziemią niczym krety.
Scenariusz i reżyseria: Wiesław Hołdys
Aktorzy: Beata Kolak, Anna Lenczewska, Jan Mancewicz, Karol Piotr Zapała, Robert Żurek
Maski: Jan Polewka
Opracowanie muzyczne: Michał Braszak
Współpraca scenograficzna: Katarzyna Fijał
Technika: Tadeusz Przybylski
Asystent reżysera: Agnieszka Dziedzic
Organizacja: Maria Śmiłek
Projekt plakatu: Jan Polewka
W scenariuszu wykorzystano fragmenty "Klechd polskich" Bolesława Leśmiana oraz "Baśni o żelaznym wilku" Światopełka Karpińskiego
Premiera: 25 listopada 2012 r.
Spektakl został zrealizowany przy udziale finansowym Województwa Małopolskiego
Partnerzy: Stowarzyszenie Teatrów Nieinstytucjonalnych SteN, Firma Cajon
Sponsor - Restauracja Chimera
Patroni medialni: Miesięcznik Kulturalny Modny Kraków, Internetowy Magazyn Teatralny Teatralia,
Krakowski Serwis Kulturalny KULTURATKA, Portal Teatr dla Was, Portal e-splot, Fundacja Promocji Kultury,
Zdjęcia Sylwii Domin - kliknij tu
Zdjęcia Anny Czupczyńskiej - kliknij tu
Zdjęcia Moniki Kozłowskiej - kliknij tu
Zdjęcia Ilji van de Paverta - kliknij tu
Klip ze spektaklu można zobaczyć tutaj
Mimo tego, że żyjemy w świecie pełnym komputerów i innych urządzeń ułatwiających życie, a nauka potrafi wytłumaczyć większość zjawisk – nadal nie jest nam obce „myślenie magiczne". Zmory, duchy, wiedźmy, upiory i wszelkiej maści dusiołki (choć dziś już tak nie nazywane) istnieją w świadomości zbiorowej i czasem wciąż „zaludniają" naszą wyobraźnię. Teatr Mumerus w swoim „Tajemniku" postanowił sięgnąć niejako do korzeni i przypomnieć przesądną stronę naszej osobowości.
Kiedy zapala się światło, nagle przenosimy się na wieś, gdzie życie toczy się leniwie. Ludzie w zamyśleniu, zapatrzeniu – niemal letargu – powoli wykonują swoje prace, niemal je celebrując. Proste czynności (jak np. czyszczenie butów) urastają do rangi rytuałów, które pochłaniają całą uwagę. Postaci na scenie są prawie nieruchome, dopiero po chwili „budzą się" i zauważamy drobne gesty. Hermetyczna społeczność zaczyna żyć i wydaje się, że nic nie może zakłócić tego spokoju.
Wrażenie jest, oczywiście, mylne. Po chwili okazuje się, że niemal na porządku dziennym są tu wszelkiego rodzaju przesądy, a dziwne zachowania sąsiadów zapamiętywane. Dodatkowo we wsi jest znachorka, która odczynia uroki oraz wiedźma, która u kresu życia musi komuś przekazać swoją wiedzę. Jednego z mieszkańców prześladuje dusiołek, od którego w gruncie rzeczy czasami nie chcemy się uwolnić. Drugi mierzy się z nawiedzającą go Majką – boginka wodna kusi mężczyznę, który jednak nie chce pójść za nią i zginąć w topieli.
Aktorzy na koniec znikają w jednej ze skrzyń: tam, gdzie licho ich nie dosięgnie. Oszczędna scenografia, na którą składają się dwie drewniane skrzynie i rama okienna doskonale oddaje klimat prostych pomieszczeń drewnianych chałup. Wyobraźnia przenosi nas automatycznie w świat ludzi, dla których bardziej oczywiste jest istnienie dusiołka niż czwartego wymiaru. Spośród aktorów zdecydowanie wyróżnia się Jan Mancewicz jako Marcin Dziura – jego plastyczna mimika fascynuje i przeraża. Ciekawą postacią jest Robert Żurek, który część muzyki wykonuje na żywo, na cajonie. Jest swego rodzaju chochlikiem, który w wymyślnych maskach (choćby z płyty winylowej) wyrzuca z siebie w formie pogróżek recepty na przeciwstawienie się czarom w różnej postaci.
W „Tajemniku" możemy obejrzeć Teatr Mumerus w swoim „najczystszym", można by rzec „klasycznym" wydaniu – absurdalny humor, fantastyczne rekwizyty i świetne aktorstwo. Historia, za którą najpierw nie możemy nadążyć, a od której potem nie możemy się uwolnić. Każdy człowiek (może to być nawet nasz sąsiad) skrywa jakąś tajemnicę. Natomiast na świecie nadal dzieją się rzeczy niewytłumaczalne, a są miejsca, gdzie czary i uroki to część życia codziennego. Po obejrzeniu „Tajemnika" zostaje w nas rzucone przez Marcina Dziurę pytanie: „Dziczysz się czy oswajasz?". I w dzisiejszym świecie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.
Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
21 października 2016
LITERATURA…
Weźmy baśnie Leśmiana, „Klechdy polskie”, tylko pozornie przeznaczone dla najmłodszych czytelników, wymieszajmy motywy ludowe, zagmatwane symbole i urywane akcje, dopełnijmy fragmentami satyrycznej, owianej już lekkim zapomnieniem „Historii o żelaznym wilku”, równie intrygującego poety Świętopełka Karpińskiego, i..
Zobaczmy, jak rozmazane światy ludowej wyobraźni zaczynają mieć wspólne kontury z naszymi współczesnymi pragnieniami.
…W TEATRZE.
Spektakl „Tajemnik” w wykonaniu Teatru Mumerus angażuje całą intuicję i zadziwienie widza, aby móc wyrazić dynamizm nieprzewidywalnego, ukrytego wymiaru codzienności. Nie jest sprawą łatwą wykazać, których „pionków graczowi lepiej nie dotykać, gdyż karą może się okazać wykluczenie z gry rzeczywistości na zawsze”. Ponadto konfiguracje światów dusiołków i wiedźm są wciąż niezbadane i jak widzimy na scenie, nigdy nie może być do końca jasne, czy to my przed nimi uciekamy, czy też one próbują się nam wymknąć, kiedy nie po raz pierwszy interesujemy się sprawami nie z naszych światów.
W przedstawieniu urzekła mnie szczególnie gra aktorska, tak przemyślana, abyśmy widzieli poczciwych, dobrych ludzi, wielbiących całym sercem młodość i piękno, a więc opetanych złudzeniami podszeptującymi słowo: „wieczność”. Nie są pazerni na pieniędze, ale pazerni na zachwyt. A jeśli zapisują duszę zmorom i lichom…Zarówno aktorzy swoimi kreacjami, jak i niepochwytna, doskonale niewytłumaczalna scenografia wyraźnie oddały prawo, że potrzeba odrobiny metafizyki, aby uzasadnić te lekko „paskudne” skłonności.
Więc może zamiast chować się w skrzyniach, upijać miksturami znachorów, należałoby oswoić własnego Dusiołka? W końcu wyobraźnię i strach zrywamy z jednej gałęzi tajemnicy.
Spektakl obejrzałam 27 listopada 2012 roku w Teatrze Zależnym Poltechniki Krakowskiej.
Joanna Roś
Portal bookeriada.pl
Krakowski Teatr Mumerus stopniowo staje się rzecznikiem legend dawnych i zapomnianych. Po międzynarodowym projekcie „Mit środka Europy: opowieści początku”, przygotowanym przy współudziale przedstawicieli z Czech, Słowacji i Węgier, którego finał odbył się we wrześniu 2012 roku w Willi Decjusza w Krakowie, Mumerus znowu sięga do naszych korzeni. Za pomocą literackiej alchemii Bolesława Leśmiana i Światopełka Karpińskiego snuje ludowe historie w spektaklu „Tajemnik”.
„Mit środka Europy: opowieści początku" poszukiwał rdzenia legend – wspólnoty, która niegdyś spajała kraje słowiańskie bardziej niż dzisiejsze tereny Unii Europejskiej. „Tajemnik" obejmuje zasięgiem tereny wczesnego państwa polskiego. Przygotowany został w oparciu o dwa teksty: „Klechdy polskie" Bolesława Leśmiana oraz „Baśnie o żelaznym wilku" Światopełka Karpińskiego.
W spektaklu świat ludzi i podań współistnieje. Stwory, wzięte żywcem z rodzimej demonologii, wodzą na pokuszenie i straszą. Co zrobić, gdy urodziwa Majka ciągnie zauroczonego mężczyznę w wodę, dusiołek nie daje w nocy spokoju, a diabeł oferuje piękne buty? Sposobów jest kilka: można prosić o pomoc miejscową czarownicę, nosić przy sobie ziele piołunu, albo paktować z czartem i... przyzwyczaić się do nocnych odwiedzin chochlika. Mniej lub bardziej alternatywne metody zależą od rodzaju natręta, których przecież sporo jest między drzewami, w wodzie, w komodzie... Mumerus prezentuje nam stwory niesłusznie zapomniane, przenosząc je w czasy bardziej nam znane.
„Tajemnik" jest świetnie skomponowany. Fabułę ułożono jako zestawienie kilku z humorem opowiedzianych przez Leśmiana i Karpińskiego historii. Ograniczenie zespołu do pięciu osób (Beata Kolak, Anna Lenczewska, Jan Mancewicz, Karol Piotr Zapała, Robert Żurek) tworzy jednak obraz spójny i wielowymiarowy. Znakomita gra aktorska przywodzi na myśl dobrze napisaną partyturę, w której poszczególne instrumenty grają czysto i dynamicznie. Plastycznie spektakl jest daleki od kontekstu, który miał przywołać: zamiast pradawnych Słowian widzimy postaci z połowy ubiegłego wieku. Towarzyszą im starodawne meble oraz ciekawe przedmioty, których nie potrafię przypisać do żadnego konkretnego czasu, np. maska narratora, poskręcana z dziwnych blaszek i śrub. Całości obrazu dopełnia interesujące opracowanie muzyczne (Michał Braszak), podkreślające humorystyczny wydźwięk sztuki, a także oświetlenie, pozwalające poczuć prawdziwie teatralny klimat. Gorąco polecam, zwłaszcza miłośnikom rodzimej kultury.
Maria Anna Piękoś
Dziennik Teatralny Kraków
11 stycznia 2013
Słowiańskie boginki i inne zabobony
Melodyjność i śpiewność języka, kolorystyka i plastyczność słowiańskiej mitologii, osobliwość zaludniających ją postaci, w połączeniu z mrokiem i demonicznością właściwymi ludowym opowieściom, od zawsze pobudzały wyobraźnię, inspirując swoją oryginalnością zwłaszcza rodzimych twórców. Nie inaczej stało się w przypadku krakowskiego Teatru Mumerus. Tajemnik to humorystyczny, ale i bardzo wdzięczny powrót do tego, co w naszym narodowym folklorze najznamienitsze.
„Działo się to na pierwszy dzień Zielonych Świątek. [...] Marcin Dziura nie po bożemu go spędził, bo w karczmie. Milczał i pił, pił i milczał. Trudno nawet powiedzieć, czego mu więcej było potrzeba − picia czy milczenia”. Tak oto narrator, słowami Bolesława Leśmiana, siedząc na małym taborecie plecami do widzów, rozpoczyna swoją opowieść, a świat ludowych wierzeń, legend i zabobonów, pełen groteskowych i fantastycznych stworów, masek, przesądów ożywa na naszych oczach − uwodzi i zachwyca jak Majka − boginka zamknięta w butelce chłopa Dziury (rewelacyjny, charakterystyczny Jan Mancewicz!). Spokojny rytm malutkiej wioski zakłócają tajemnicze postaci − istoty spoza porządku rzeczywistości przywoływane jakby nieświadomie, poprzez schemat codziennych zajęć, podczas których poznajemy bohaterów w pierwszych minutach spektaklu. Niemal rytualna skrupulatność i towarzyszące jej znudzenie aż same proszą się o ingerencje sił magicznych! Zwyczaje i obrzędy mieszkańców nie odzwierciedlają może drugiej części mickiewiczowskich Dziadów, kojarzą się jednak bardzo ze świetnym obrazem Małgośki Szumowskiej Czego tu się bać?, wywołując na widowni salwy zdrowego śmiechu. Hołdys zdaje się kłaniać nisko polskiej spuściźnie ludowej, nie omieszkał jednak ,,puścić oka do widza”, nasycając przedstawienie sporą dawką parodii i rubasznego humoru.
Tajemnik to sztuka złożona z trzech połączonych ze sobą za sprawą motywów i postaci etiud. Jest to kompilacja kilku przestrzeni: farsowej, zakorzenionej w tradycji jarmarcznego teatru ludowego; rodzimej prozy poetyckiej, która wypełnia językowo-akustyczną (niekiedy nieco transową) przestrzeń przedstawienia. Scenariusz obejmuje Leśmianowe Klechdy i bajania i Historię o żelaznym wilku Świętopełka Karpińskiego − oraz religijno-baśniowe profile osobowościowe bohaterów (również tych spoza porządku ziemskiego, jak piękna świtezianka Majka). Przenikanie się sacrum i profanum rozpoczyna się w sferze marzeń, gdzie dusiołek, jeziorna boginka, duszki pszenicy i inne stwory jawią się jako dobre wróżki spełniające skrywane życzenia. Tak więc wójt Tajemnik marzy o czerwonych butach, a prosty chłop Dziura śni o kobiecie, która urozmaiciłaby samotne godziny spędzone nad kieliszkiem. Nic nie jest tutaj niewinne i czyste. Ludowe podania, choć baśniowe i magiczne, pełne są tajemnic oraz zła, które czyhają na wszystkich samotnych wędrowców, prowadząc ich w konkluzji ku „słodkiej” śmierci. Ta w przedstawieniu Mumerusa ostatecznie nie następuje – zbyta zostaje śmiechem, bądź absurdalnymi radami miejscowej, bogobojnej znachorki.
Poza samą tradycją folklorystyczną, do której sięga Teatr Mumerus, Tajemnik stanowi mocne echo teatru Witkacego i Cricot 2 Tadeusza Kantora. Utrzymana w surowej, szarej tonacji scenografia − drewniane skrzynie, puste, stare ramy obrazów, przez które przemawiają postaci-manekiny, zużyte, płócienne kostiumy, zbieranina starych sprzętów ludowych… wszystko martwe, zakurzone, jakby wyjęte wprost z muzeum. Cała ta zbieranina jest, wbrew pozorom, aktywna − skrzeczy, skrzypi wraz z ludowymi instrumentami. Narrator, podobny do pociągającego za sznurki Kantora, gra na cymbałach, blaszanych i drewnianych przeszkadzajkach, rytmizując przedstawienia, które w dość pesymistycznej konkluzji wieńczy aluzja do Szalonej Lokomotywy Witkiewicza − perspektywa nieuchronnej mechanizacji świata, zimnej konstrukcji, jakiej nie są w stanie oprzeć się nawet barwne, ludowe zjawy. Dodając do powyższych uwag bardzo dobry poziom wykonania i przemyślaną kompozycję, spektakl zdecydowanie polecam!
Magda Bałajewicz
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 66/2013
Człowiek to dziwna istota, która żyje na granicy dwóch światów - cudownego, zmysłowego i powszedniego, racjonalnego, a w żadnym miejsca znaleźć sobie nie może. Taki właśnie jest ludzki los widziany oczami Leśmiana. I z takimi problemami borykają się bohaterowie „Tajemnika” spektaklu teatru Mumerus w reżyserii Wiesława Hołdysa.
Jak dowiadujemy się z programu do spektaklu, scenariusz oparty jest na fragmentach „Klechd polskich" Bolesława Leśmiana i „Baśni o żelaznym wilku" Światopełka Karpińskiego. Baśnie te są zbiorem postaci przeniesionych z ludowych opowieści i wierzeń. Występują tam zarówno postaci ludzkie jak i wszelkiego rodzaju stwory, potwory i nimfy. Z racji tego, że na scenie występuje tylko pięciu aktorów, każdy z nich wciela się w kilka istot, odkrywając w ten sposób zmienną naturę człowieka.
Kiedy weszłam do piwnicy Teatru Zależnego Politechniki Krakowskiej na ul. Kanonicznej 1, w której odbywał się spektakl, aktorzy leżeli już na scenie wśród wielu obiektów. Cała scenografia składała się z „przedmiotów najniższej rangi", przedmiotów biednych: dwóch skrzyń, krzesła, miotły i rozwieszonych wieszaków. Znakomicie współgrało to z piwniczną przestrzenią. Nieruchomi aktorzy zdawali się być jednym z elementów tej scenografii. Istota ludzka została sprowadzona do bio-obiektu, wywołując w widzu poczucie lęku. Oto człowiek jest tylko zwyczajną cząstką tego świata, a nie jednostką nadrzędną i wyjątkową.
Lęk ten nie jest bezpodstawny, bo gdy wspomnimy słowa Guy de Maupassanta, to właśnie z lęku człowiek stworzył wszelkie licha i zjawy, które wciąż go nawiedzają. Ale czy na pewno nawiedzają? Już w pierwszej scenie aktorzy, zajmując się drobnymi czynnościami dnia codziennego, wywołując wilka z lasu. W rytualnym i rytmicznym akcie szorowania obiektów (butów, podłogi, szafy) przywołują dusiołka i inne zmory. Mamy więc w spektaklu do czynienia z dwoma przestrzeniami, które się na siebie nakładają. Jest to analogiczne do dwoistej natury człowieka. Marcin Dziura (Jan Mancewicz), swoją drogą znakomita i bardzo sugestywna gra aktora, który czarował widzów wyrazem twarzy i niesamowicie zabawnymi drobnymi gestami. W samotności siedział, pił i milczał, a że mu czegoś brakowało, to zaraz jedna z rusałek, niejaka Majka (Anna Lenczewska), swój warkocz podrzuciła i Dziurę w wodne głębiny chciała wprowadzić. Kusicielka Maja stworzyła bardzo wyrazistą postać, może nawet, aż nadto wyrazistą. Jej charakterystyczny dźwięczny i melodyjny głos nęcił naszego bohatera i przyciągał ucho widza. Niestety poza erotycznym głosem ludowa rubaszność tej postaci nie została wydobyta.
Na pochwałę zasługuje Beata Kolak, grająca prostą wieśniaczkę, żonę wójta z opowiadania „Wiedźma" Leśmiana. Aktorka w sposób swobodny i zabawny zagrała naiwną i prostacką babę, oddartą z ludzkiej wyższości. Jest to nie lada zadanie, a żeby kobieta w średnim wieku wcieliła się w postać zachowaniem przypominającą raczej małą niewinną dziewczynkę. Ten prostacki charakter postaci udało się również uchwycić jej mężowi, wójtowi (Karol Piotr Zapała), który wcielił się również w postać Jana Tajemnika. Ci prości ludzie, najlepiej ukazują walkę dwóch natur we wnętrzu człowieka.
Najbardziej intrygującym bohaterem tego spektaklu był dla mnie Robert Żurek aktor siedzący po lewej stronie, przez połowę przedstawienia odwrócony do widza plecami. Swą obecność z początku zaznaczał tylko dźwiękiem wydobywanym z ludowych instrumentów, bądź melodyjnie wypowiadanym tekstem. Rzadko można było ujrzeć jego twarz, gdyż zwykle publiczności ukazywał się w maskach. On też odpowiedzialny był za przywoływanie zjaw. Te ludowe stwory przybywały wraz z dźwiękami muzyki charakterystycznej dla pogańskich obrzędów. I w tej muzyczności została zawarta istota baśniowej scenerii. Te elementy spektaklu z pewnością były najciekawsze i to one niejako nęciły widza i zapraszały do fantastycznego świata. Muzyka oddziaływała również na aktorów, którzy, wydobyci ze swej codzienności, wpadali w trans i poddawali się dźwiękom, wchodząc w sferę metafizyki. Muzyczno-baśniowa przestrzeń kusiła i zachwycała, była miłym oderwaniem od codzienności. Prezentacja prozaicznego ludzkiego życia w spektaklu usnuta była wokół dużych partii tekstu i drobnych gestów aktorów. Była raczej nudna i przydługa. Może był to zabieg celowy, dla ukazania prozaiczności naszego życia, a może po prostu zabrakło wartkiej dynamicznej akcji, której oczekuje się od tego typu opowieści.
Wspomniane przeze mnie maski, których używał Robert Żurek wymagają dodatkowego podkreślenia. Jan Polewka, odpowiedzialny za tą część spektaklu, spisał się znakomicie, tworząc zadziwiające i zarazem zachwycające reinterpretacje demonów. Nawet w moich najgorszych snach diabeł nie miał twarzy zrobionej z podeszew. A tak właśnie został przedstawiony w „Tajemniku". Skrzaty i demony wyobrażano sobie na różne sposoby. W spektaklu ich dziwność upleciona została z hydraulicznych elementów: te metalurgiczne przedmioty otaczają nas wszędzie, emitując chłód.. Jednak na scenie, skomponowane razem i wydobyte ze swojego codziennego użytku, przerażają , ale zarazem fascynują w momencie ożywienia.
Przedstawienie stanowi spójną opowieść, wprowadzającą widza w tajemny świat ludowych stworów. Spektakl „Tajemnik" jest z pewnością dziełem wartym obejrzenia. Obcowanie z ludowym człowiekiem nęconym przez licho mówi wiele o naturze ludzkiej w pięknej choć „ubogiej" formie. Publiczność na widowni często reagowała śmiechem na wiele rubasznych sytuacji. Choć aktorzy w spektaklu nie wchodzili zbyt często w interakcje, to jednak, jako że siedziałam w pierwszym rzędzie doleciała do mnie woda wypluta przez wynurzającego się z morskiej przestrzeni Marcina Dziurę. Natomiast zarzut, jaki mam do przedstawienia, to zbyt duże pauzy i brak odpowiedniego rytmu, który z pewnością wpłynąłby na jeszcze lepszy odbiór. Twórcy mieli też problem z rubasznymi elementami, które kojarzone są z kulturą ludową, a które zostały zrealizowane raczej nieśmiało i lękliwie.
Daria Kubisiak
Dziennik Teatralny Kraków
14 lutego 2013
Portal Dziennik Teatralny
Niewyjaśnione i niesamowite leży gdzieś na pograniczu fascynacji i lęku, zauroczenia i odrazy. Utrwalone w kulturze, nie tylko ludowej, licho nie śpi nawet w głowie największego racjonalisty. Tajemnik oferuje skondensowany przegląd zabobonów i legend opowiedziany cudownym językiem Bolesława Leśmiana i Światopełka Karpińskiego.
W mikrokosmosie spektaklu coś stale chrobocze, stuka i jęczy, a jego bohaterowie są nieco naiwnie nastrojeni na słyszenie i widzenie nadnaturalnego. Jak dzieci, którym Pustelnik nakazuje pochylić się nad kantorkiem, aby usłyszeć skargę kołatka. Nas, widzów, zachęca się do przyjęcia podobnej optyki. Nie zobaczymy sztuczek czy efektów specjalnych, za to wiele jest metafor wizualnych i dźwiękowych zapraszających do uruchomienia wyobraźni i nieracjonalnych form postrzegania świata, pozwolenia, aby wykiełkowało ukryte w każdym ziarno przesądów.
Przez świat czarownic, wodnic i diabłów prowadzi nas chyba najbardziej tajemnicza postać – narrator (Robert Żurek), chowający się za różnorodnymi, fantastycznymi maskami wykonanymi z przedmiotów codziennego użytku, metalu i drewna, poskręcanych w fantastyczne formy, ujawniając swoją „prawdziwą” twarz dopiero w finale. Jest trochę dyrygentem, a trochę muzykiem (to właśnie on wydaje część niepokojących dźwięków nadających rytm przedstawieniu), postacią niedookreśloną, przywodzącą na myśl niektóre elementy teatralnej obecności Tadeusza Kantora . Skojarzenie podsyca tylko umiejscowienie teatru – na ulicy Kanoniczej, tuż obok Cricoteki.
Pozostali pod wpływem muzyki przechodzą w półświadomy taniec, tworząc korowód dookoła pomieszczenia i wchodząc w przestrzeń nadnaturalną. Kontakty z nią i złamanie naturalnego porządku życia ludzkiego zawsze niosą ze sobą niebezpieczeństwo, jak w przypadku wiedźmy (Anna Lenczewska) z opowiadania Leśmiana, która, żeby w końcu umrzeć, musi najpierw pozbyć się wiedzy lub wodnicy, niestrudzenie próbującej utopić swoją ofiarę. Sztuka płynnie łączy motywy zaczerpnięte z folkloru z lękami bliższymi współczesnej science-fiction, czyli buntem maszyn, które wyzwolone spod władzy człowieka, buszują po świecie, obracając się przeciwko ludzkości. Wcześniejsze licha dawały się oszukać lub oswoić, jednak w miarę rozwoju przedstawienia stają się coraz bardziej nieokiełznane i nieznane. W finale nadchodzi zapożyczona z opowiadania Maupassanta Horla − połączenie słów hors (ponad) i là (tutaj), czyli istota zupełnie spoza porządku naszego świata, niepoznawalna i nieokiełznana. Wraz z jej nadejściem strachy stają się na tyle groźne, że ludzie − aktorzy muszą zejść ze sceny świata. Pozostajemy bezradni w obliczu nieznanego.
Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 66/2013
Raz, dwa, trzy – Baba Jaga patrzy! (Tajemnik)
Najbardziej fascynujące są rzeczy niewyjaśnione, znajdujące się na pograniczu magii i rzeczywistości. Balansujące pomiędzy światem metafizycznym a materialnym. Istnieją przecież podania mówiące o zdarzeniach dziwacznych i pozornie nierealnych, a jednak pozostawiających w nas jakąś niezdrową fascynację wymieszaną z odrobiną strachu. Tajemnik w wykonaniu Teatru Mumerus zabiera w miejsce, gdzie bohaterowie legend wychodzą z kart książek i stają przed nami na scenie.
Wiesław Hołdys zgrabnie połączył fragmenty Klechd Polskich Bolesława Leśmiana i Baśni o żelaznym wilku Światopełka Karpińskiego. Przenosimy się w świat, w którym pojawia się Dusiołek, Czarownica próbuje uwieść nam męża, a znachor pije wódkę, mając w zanadrzu worek pełen dobrych rad i dziwacznych mikstur. Jednak to nie tylko opowieści snute przez aktorów tworzą klimat tego spektaklu. Wszystko jest bardzo eteryczne, jakby działo się za mgłą. Scenografia składa się zaledwie z trzech skrzyń i drewnianych ram. Wymienione obiekty na scenie mogą stać się wszystkim: grobem, stołem, lustrem. Dzieje się to nie dzięki magii, ale odpowiedniemu pobudzaniu wyobraźni widza.
Do widzów docierają różne odgłosy. Muzyka działa jak mantra – co chwilę powraca, nadając rytm przedstawieniu. Jednak najbardziej tajemniczym i ciekawym elementem spektaklu jest postać narratora (Robert Żurek), który nakłada na siebie różne maski, aby dopiero na końcu pokazać swoją prawdziwą twarz i uciec razem z innymi przed tym, co najgorsze – Horlą. Tak jak wspomniane widma i strachy, jest on postacią nieokreśloną, znajdującą się gdzieś pomiędzy. Można określić go jako tytułowego Tajemnika, który służy i w jednym, i w drugim świecie, nie mogąc ujawnić swojego „ja”.
Chociaż historie opowiadane na scenie nie przerażają, to nie sprawiają wrażenia niesamowicie odległych. Licho istnieje też dzisiaj, zmienia się tylko jego forma i sposób plątania ludzkich losów: czasami wchodzi do naszego komputera, działa bardziej globalnie. Może jego nowe imię to cyberterroryzm? Hołdysowi udało się utrzymać spektakl w bardzo silnych realnych ramach, w których magia wydaje się dodatkiem albo tym, co nazywamy bujną wyobraźnią. Oprócz ładnego obrazka dostajemy też kilka cennych rad. Świat składa się z porządku ludzkiego i magicznego, a moment, w którym dochodzi do dyfuzji musi być destrukcyjny: albo to człowiek ucieka albo robi to owa dziwna, nieokreślona siła. Nie istnieje możliwość wspólnego obcowania, dlatego pojawia się strach przed tym, co obce.
Świat Mumerusa nie przeraża, mimo że skrywa w sobie wiele tajemnic. Wręcz przeciwnie – zaprasza w daleką podróż, w której licho nie śpi, tylko szepce nam do ucha i nęka, a czarownice rodzą się w poniedziałki. Najważniejsze: czerwone buty znalezione pod ziemią zakładamy zawsze tak: lewy na prawy, a prawy na lewy. Bo to, co w magii prawe, na ziemi jest lewe.
Internetowy Magazyn Teatralia
numer 109/2014
Poezja codzienności – „Tajemnik” Teatru Mumerus podczas festiwalu STeN
Spektakl teatralny „Tajemnik” wystawiono podczas 9. edycji Letniego Festiwalu Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN. Wielobarwne przestawienie jest połączeniem kilku form, wykorzystano fragmenty „Klechd polskich” Bolesława Leśmiana oraz „Baśni o żelaznym wilku” Światopełka Karpińskiego. Spektakl został wyreżyserowany przez Wiesława Hołdysa.
Proszę sobie wyobrazić chaos, który właśnie zapanował w Państwa mieszkaniu, jakaś nieopisana forma zaczyna się przedostawać do Państwa mieszkań, zaczyna nimi władać. Teraz przedstawię świat „Tajemnika”, którym rządzi hałas, jednak w sztuce tej jest on rozpisany na kilka form, przeplatając na przemian tragizm z horrorem, nieokiełznany romantyzm z bajkowością. Bajki tu są czarne, a romanse wyssane z palca!
Skupiając się na klimacie opowieści, która wrze w „Tajemniku”, uciekamy na kilka chwil w klimat wymieszany z poezją Edgara Allana Poe. Czasami można odnieść wrażenie, że atmosfera przypomina tę z „Dziadów” Mickiewicza. Ciekawa jest forma adaptacji, widz ma wrażenie, że przenosi się w baśń, która zajmuje się aspektami współczesności, technologii, motoryzacji. Jednak poetyka spektaklu zmienia to trochę jakby w poezję na temat codzienności, uniwersalizując nasze lęki, fantazje, usprawiedliwiając je.
Bajki Leśminowskie, które czytało się w dzieciństwie, świetnie posłużyły, by ukazać budzące się w człowieku ciemne instynkty. Teatr Mumerus doskonale przekształcił myśl związaną z baśniową wizją rzeczywistości, nieco oniryczną, która z każdą minutą ukazuje tajemniczość i zawiłość ludzkiej natury. To tak jakby baśnie, które czytano nam w dzieciństwie, przez cały czas naszego życia pracowały nad naszą wyobraźnia. „Tajemnik” ukazuje konfrontacje baśni z rzeczywistością!
Klaudia Fras
Portal Kulturatka.pl




























































